HAWAJE
19:22
CHICAGO
23:22
SANTIAGO
02:22
DUBLIN
05:22
KRAKÓW
06:22
BANGKOK
12:22
MELBOURNE
16:22
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Ameryka Łacińska » AŁ 40; Boliwia: Polscy misjonarze i ślady Cejrowskiego
AŁ 40; Boliwia: Polscy misjonarze i ślady Cejrowskiego

Aleksandra i Marcin Plewka


Siedzimy w przykościelnym budynku w Rurrenabaque z dwoma księżmi, a czujemy się trochę jakbyśmy spotkali jakichś starych znajomych, z którymi fajnie pogadać i napić się czegoś. Piotrek i Mariusz siedzą tu już parę ładnych lat i wiele ciekawych rzeczy mają do powiedzenia. Mówią na przykład, że utrzymuje ich zakon (redemptorystów), wspomaga polska komisja Episkopatu do spraw misji. Bo gdyby mieli tak, jak to normalnie księża, wyżyć z datków miejscowej ludności (na msze, śluby i inne nabożeństwa), umarliby chyba z głodu (mówią to wszystko z dużą dozą poczucia humoru). Żalą się, że ciągle przychodzą do nich ludzie z Rurre i proszą o pieniądze. Jak pożyczą to nigdy nie oddadzą, kamień w wodę, jak przyjdą do pracy, to najpierw poproszą o pięć zaliczek a później znikną bez śladu, w comunidades narzekają, że brakuje pieniędzy na jedzenie, a jak przyjeżdża dostawca piwa, to wykupują je w przeciągu 10 minut całymi kartonami.

Konkluzja z tego taka, że trzeba pomagać, ale nie można być naiwnym. Dawać wędkę, a nie rybę. Są to prawdy, które są równie aktualne we wszystkich zakątkach świata. Tak samo w Polsce, gdzie w większości przypadków danie komuś za nic pieniędzy bardziej szkodzi niż pomaga. Podobne dylematy jak ci polscy misjonarze ma na przykład nasz Wojtek - ksiądz, który jest proboszczem na Ochocie. Wielu przychodzi do niego ludzi z wyciągniętą ręką, ale jak kogoś z nich poprosi żeby za dobre wynagrodzenie skosił mu trawę przed kościołem, to zaraz „potrzebujący” rozpływa się w powietrzu, niczym duch święty.

W Boliwii jest w sumie 100 polskich misjonarzy, a więc bardzo dużo. Porozumiewają się oni między sobą przez radio. Na pytanie jak im się tutaj żyje, w miejscu tak totalnie różnym od Polski, praktycznie na drugim końcu świata, Piotrek i Mariusz mówią, że dobrze, że się przyzwyczaili. A poza tym jest to praca ciekawa. Mariusz wybudował łódź (tę, którą widzieliśmy w Sorajdzie), która 3 razy do roku wypływa, żeby odwiedzać wioski leżące wzdłuż rzeki. Jak mają wakacje, jadą na parę dni do Chile albo Brazylii. Mariusz mówi, że jednak marzy mu się trochę Kuba. Śmieje się, że swoje kości złoży przy Fidelu. My się śmiejemy, że z tą brodą to jest do niego nawet trochę podobny...

Niby misjonarzy jest tak wielu, a jednak odnosi się wrażenie, że coraz więcej ludzi odchodzi od kościoła katolickiego. Na każdym kroku spotykamy osoby, które określają się jako „Christianos”. Oznacza to, że przeszli na wiarę kościoła ewangelickiego i jego różnych odłamów. Mariusz i Piotrek mówią, że dzieje się tak, bo tamte kościoły mają więcej pieniędzy i środków. Potrafią dotrzeć bezpośrednio do ludzi, wejść do ich domów i np. posmarować im chorą nogę maścią, wesprzeć radą. A kościół katolicki to bardziej masówka. Mówią, że jest ich tu zdecydowanie za mało, żeby rozwinąć w pełni misjonarską działalność. A szkoda.

Nasza hipoteza jest jeszcze taka, że może wiele osób rozczarowało się wyborem nowego papieża. Latynoamerykański lud Boży spodziewał się, że w końcu na tronie Piotrowym zasiądzie ktoś z ich kontynentu. Bo jest to kontynent, gdzie religijność widoczna jest na każdym kroku, w przeciwieństwie np. do naszej zateizowanej Europy.

I tak na rozmowach wieczór dobiega końca. Wybija północ i musimy się zmywać, bo głupio wracać do naszej rodziny w środku nocy. Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie nam dane wrócić do Rurre i odwiedzić Piotrka i Mariusza. A na razie z tego miejsca bardzo serdecznie ich pozdrawiamy!!!



Źródło: www.malyrycerz.com

<< wstecz 1 2


w Foto
Ameryka Łacińska
WARTO ZOBACZYĆ

Peru: varia
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

HAW 2; Wulkan Puukukui
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl