HAWAJE
17:23
CHICAGO
21:23
SANTIAGO
00:23
DUBLIN
03:23
KRAKÓW
04:23
BANGKOK
10:23
MELBOURNE
14:23
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Świat » Trynidad i Tobago: tam, gdzie niebo usmiecha się do świata
Trynidad i Tobago: tam, gdzie niebo usmiecha się do świata

Katarzyna I. Kwiatkowska


Chwila oddechu
Trynidad i Tobago – wyspy, którymi władają przybysze, gdzie karnawał określa styl życia, a czas ma własny wymiar.

Z Trynidadu widać wybrzeża Wenezueli, zaś na Tobago częściej patrzy się w wodę niż w dal, bo rafy koralowe są na wyciągnięcie ręki. One więc wyznaczają horyzont. Na obu wyspach przeważa ten sam intensywnie zielony kolor, tyle że woda mieni się zupełnie inaczej. Wokół Trynidadu, zwłaszcza w cieśninach Smoka i Żmij, woda ma barwę granatową, przy brzegach wyspy nawet zielonkawą, oba kolory są jednak ciemne, nawet gdy świeci słońce. U wybrzeży Tobago, tam gdzie Atlantyk spotyka się z Morzem Karaibskim, jaśnieją plamy złotego seledynu, które niepostrzeżenie dotykają nieba...


Jakież jest nasze zdziwienie, kiedy po wylądowaniu nocą na Trynidadzie spostrzegamy, że czarny nieboskłon szeroko się do nas uśmiecha... TiT leżą między 60 a 61 stopniem długości geograficznej, na 11 równoleżniku. I to dzięki tej szerokości geograficznej zamiast księżyca wyglądającego, jak rogalik, w niektóre noce jaśnieje srebrny znak w kształcie litery „U”. Dzień i noc mają równe prawa, goszczą na wyspach prawie po 12 godzin, a tak ceniony w Europie romantyczny zachód słońca trwa maksymalnie kilka minut. Jednakże widok karminowego słońca oświetlającego palmy pochylone nad wodą, zawsze budzi emocje. Nawet, jeśli taki obraz można oglądać tylko przez krótką chwilę.


Zobacz  powiększenie!
Amarantowa radość
Zanim ten zakątek świata odkrył Krzysztof Kolumb na Trynidadzie mieszkali Arawakowie, a na Tobago - Karaibowie. Wszystko się zmieniło wraz z przybyciem kolonizatorów. Hiszpanie sprowadzili na plantacje niewolników murzyńskich z Afryki. W XVIII wieku Trynidad opanowali Brytyjczycy, zaś Tobago - Francuzi. Jednak już na początku następnego wieku obie wyspy należały do korony brytyjskiej. Obecnie na Trinidadzie i Tobago jest swoista mieszanka kultur i ras. Około 40% ludności stanowią Murzyni, 36-41% Hindusi, 16% - Metysi i Mulaci, a tylko 2% to biała ludność pochodzenia europejskiego, pozostałe 1-1,5% - Chińczycy. Ostra rywalizacja pomiędzy Murzynami i Hindusami przenosi się do Parlamentu. Znane są bowiem zadawnione urazy, których korzenie sięgają czasów, kiedy Murzyni opanowali urzędy, zostawiając Hindusom pracę na polach. Powiedziano nam, że rywalizacja dotyczy wyłącznie spraw politycznych. Myślę, że to prawda, bo z naszych obserwacji wynika, że w codziennym życiu różne kultury i religie współtworzą tu jedną rzeczywistość. Ale nie przenikają się. Raczej uzupełniają.

http://www.swiatpodrozy.pl/g.php?g=236
Wystawa: Karnawał na Trynidad i Tobago
Po wyspach podróżujemy samochodem. Przez otwarte okna oblewa nas wilgotne powietrze i dusi żar, dowiadujemy się jednak, że mało kto ma w samochodzie klimatyzację, bo jest niezdrowa. TiT pokrywa gęsta sieć dróg, łącznie ok. 8000 km. Nie ma trakcji kolejowej ani dalekobieżnych autobusów. Są za to taksówki – tanie i dostępne dla każdego. Wszędzie jest blisko. Powierzchnia całkowita obu wysp wynosi tylko 5 128 km/2, z czego 40 % zajmują lasy równikowe. (Dla porównania, powierzchnia TiT jest dwa razy mniejsza od województwa świętokrzyskiego.) Jednak to, co naprawdę nas zaskakuje, to fatalny stan dróg. Chociaż na Trynidadzie znajduje się jezioro, z którego wydobywa się naturalny asfalt, główne drogi łączące krańce wyspy są tak zniszczone, że przelotowa droga Gdańsk – Warszawa zdaje się przy nich być światową autostradą. Gdy jedziemy, nasz wzrok przyciągają małe chatki pozbijane z rupieci. Są też eleganckie dzielnice, z domami, przy których znajdują się baseny i korty tenisowe. Nie zmienia to jednak całościowego obrazu i niestety wyspa wygląda na dość zaniedbaną. (Mimo ogromnej ilości zdezelowanych samochodów, brudnych ulic i plaż, surowo przestrzegana jest higiena osobista.) Jak się później przekonujemy, widoczne na TiT szalone kontrasty wynikają nie tyle z różnic majątkowych, co z odmiennego podejścia do życia ich mieszkańców... Klimat sprawia, że wokół jest mnóstwo jedzenia – na drzewach rosną owoce, przy brzegu można z łatwością złowić ryby i tylko w porze deszczowej trzeba mieć „dach nad głową”, więc część ludzi żyje dosłownie w szałasach.

Zobacz  powiększenie!
Karnawałowe słoneczko
Spacerując po wyspach odnosimy wrażenie, że Hindusi tworzą „państwo w państwie”. Nawet z daleka wiadomo, że to oni kąpią się na plaży albo bawią nad rzeką. Wszędzie gdzie są, zatykają kolorowe chorągiewki na długich kijach. Jakby zakreślali swoje terytorium. Manifestowali swoją odrębność. Nikomu to nie przeszkadza, nie dziwi Keitha, naszego gospodarza i przewodnika, ani jego bliskich. Takie mają zwyczaje - mówią - przywieźli je z Indii, tak jak my z Afryki naszą muzykę. Tylko może my, Murzyni, głębiej wniknęliśmy w tę ziemię. To nasz dom, a kultura, jaką tworzymy, jest mieszanką opowieści naszych przodków z tutejszymi krajobrazami. Choćby karnawał! Europejczycy twierdzą, że przywędrował na wyspy wraz z nimi, że przywieźli go Francuzi, ale my mamy swoją wersję tej historii: wystarczy spojrzeć na maski, taniec i posłuchać muzyki, żeby pierwszym, narzucającym się skojarzeniem była Afryka - przekonuje nas Keith. Na poparcie swoich słów dorzuca parę broszur, które przeglądamy. Warte zainteresowania są prace Roberta Tallanta poświęcone genezie europejskich festiwali. Tallant pisze m.in., że pochodzą one ze Starożytnego Egiptu, gdzie „hucznie świętowano na cześć płodności ziemi i kobiet”. Egipt to Afryka, fakt. Ale spór, skąd wziął się na wyspach karnawał, jakoś nas nie wciąga.

Wciąga nas sam karnawał! Jeden z największych i najbarwniejszych spektakli na świecie, który stał się wzorem dla wielu karnawałów. Ten w Rio de Janeiro może i ma rozmach, mówią Trynidadczycy, ale głównie emanuje seksem i zupełnie zatracił mistyczny wymiar, tak ważny w idei karnawału. Dodajmy, że na Trynidadzie karnawał jest czymś więcej niż dwudniową fetą, jest filozofią życia. Osoby zaangażowane w jego tworzenie, zaczynają pracę nad kolejnym w dzień, po zakończeniu pierwszego (no, może dwa dni po...). Najważniejsze jest jednak to, że każdy, kto chce, może wziąć w nim udział. Wystarczy kupić strój dowolnie wybranego zespołu, żeby paradować wraz z nim ulicami. Koszt stroju jest zróżnicowany - od 650 do 2500 dolarów TT. (1 dolar TT = 0,70 zł.) Można także wcielić się w rolę widza. I to wybieramy.

Źródło: informacja własna

1 2 3 4 dalej >>


w Foto
Świat
WARTO ZOBACZYĆ

Peru: Potomkowie Inków
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

ZIM 1; Pomiędzy Limpopo a Zambezi
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl