HAWAJE
05:00
CHICAGO
09:00
SANTIAGO
12:00
DUBLIN
15:00
KRAKÓW
16:00
BANGKOK
22:00
MELBOURNE
02:00
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K I-11; Huragan
15K I-11; Huragan

Juliusz Verne


Mijały dni. Cały następny tydzień upłynął spokojnie, bez najmniejszej zmiany. Wiatr północny, który Dickowi zdawał się być zachodnim, z dnia na dzień zyskiwał na sile i "Pilgrim" robił teraz przeciętnie 160 mil na dobę, co było szybkością najzupełniej zadowalającą.

Wszystko więc zdawało się iść całkiem pomyślnie, jednak Dick był mocno zaniepokojony tym, iż mimo zbliżania się do brzegów Ameryki, ocean pozostawał bez zmiany tak pusty, iż ani razu załoga nie dojrzała dymu z kominów parowca lub żagla. Dziwiło go to niepomiernie; niejednokrotnie już przepływał tę część Oceanu Spokojnego i zawsze spotykał okręty amerykańskie bądź angielskie, w drodze z przylądka Horn lub z portów Ameryki Południowej, albo też powracające do tych miejscowości.
Działo się tak ponieważ "Pilgrim" znajdował się na wiele wyższym stopniu geograficznej szerokości, aniżeli Dick przypuszczał, więc statek o wiele bardziej był wysunięty na południe i o wiele bardziej oddalony od wybrzeży Ameryki.
Dla winowajcy natomiast, który rozmyślnie uszkodził kompas tak, że ten obecnie błędnie wskazywał kierunek, fakt ten był najzupełniej zrozumiały. Negoro wiedział, że statek dąży nie ku brzegom Ameryki, lecz ku przylądkowi Horn, który stanowi, jak wiadomo, kraniec Ameryki na południu.
Dick ukrywał starannie przed wszystkimi swój niepokój, a nawet mówił wesoło do pani Weldon:
- Jeszcze jakieś kilkanaście dni, dwa tygodnie najwyżej, a znajdować się już będziemy na stałym lądzie, w którymkolwiek z miast Ameryki Południowej, a wtedy skończą się wszystkie nasze kłopoty.
- Mam nadzieję, iż słowa twe się sprawdzą, mój mały przyjacielu, lecz nie kłopocz się zbytnio - odpowiadała łagodnym i pełnym serdeczności głosem młoda kobieta, z uczuciem smutku patrząc na pobladłą twarz Dicka.
Dnia 26 lutego barometr zaczął opadać gwałtownie, co mogło zapowiadać długotrwały deszcz, a nawet burzę. Po tym pierwszym ostrzeżeniu, na które Dick odpowiedział zwinięciem większości żagli, czarne chmury zasłaniać zaczęły cały widnokrąg. Morze stawało się coraz bardziej burzliwe. Bałwany piętrzyły się i stawały się coraz wyższe, lecz jeszcze, na szczęście, nie ścierały się ze sobą. Wszystko wskazywało na to, że burza szaleje już gdzieś na zachodzie lecz jeszcze nie nadeszła w przepływane przez statek rejony. To wszystko, co było dotychczas, a co już tak przerażało nie obeznanych z morzem Murzynów, to był jedynie tak zwany "świeży wiatr", według określenia doświadczonych wilków morskich.
Dwa tygodnie przeszło trwało na statku pełne gorączki życie, krążące pomiędzy obawą śmierci, a nadzieją. "Pilgrim" w tym czasie nieprzerwanie płynął wciąż przed siebie i przed siebie, w tym samym kierunku - na wschód… jak się Dickowi wydawało. I coraz większe ogarniać zaczynało go przerażenie. Według jego obliczeń, ląd powinni zobaczyć już dawno. Dick wypatrywał go bezustannie, a tymczasem dni mijały za dniami, a tak samo za statkiem, jak i przed nim był tylko ocean.
- Czy my, Dicku, jesteśmy bardzo oddaleni od brzegów? – zapytywała codziennie nie domyślająca się jeszcze niczego pani Weldon.
I Dick co dzień był zmuszony do dawania tej samej odpowiedzi:
- To, że nie jesteśmy już u brzegów Ameryki, jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Według moich bowiem obliczeń, przebyliśmy już dawno tę odległość, jaka nas od lądu oddzielała.
- Może pomyliłeś się w obliczeniu szybkości, chłopcze?
- Nie, pani - z nietajoną troską w głosie odpowiadał Dick - z największą uwagą zawsze śledziłem dane, które nam dawał log. Instrument ten jest zresztą do tego stopnia prosty i łatwy w obsłudze, że zrobienie błędu przy jego zastosowaniu jest wprost niemożliwe. Ot, teraz właśnie zarzuca go stary Tom, sama się pani przekona o prawdziwości moich słów.



Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1 2 dalej >>


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

Francja: Korsyka
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Północna Islandia – Interior
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl