HAWAJE
04:26
CHICAGO
08:26
SANTIAGO
11:26
DUBLIN
14:26
KRAKÓW
15:26
BANGKOK
21:26
MELBOURNE
01:26
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K I-7; Przygotowania do połowu
15K I-7; Przygotowania do połowu

Juliusz Verne


Pragnienie polowania było do tego stopnia w całej załodze mocne, że nawet pani Weldon nie śmiała protestować. Niepokoiła ją jednak zbyt mała liczba marynarzy.

Lecz kapitan Hull ją uspokoił.
- Nie po raz pierwszy zdarza mi się wyruszać na połów w jednej tylko łódce, a wynik był zawsze pomyślny. I niech pani mi wierzy, że nam nic nie zagraża.
Jest, oczywiście pewne ryzyko, lecz niebezpieczeństwo towarzyszy każdemu naszemu krokowi. Pani Weldon, uspokojona tymi słowami, nie sprzeciwiała się więcej, zwłaszcza, iż nie mogła wiedzieć, że kapitan nie był zupełnie szczery. Wyprawa bowiem na wieloryba w jednej tylko łodzi była zawsze bardzo ryzykowna. Jedno wadliwe uderzenie wiosłem groziło nieuchronną zgubą.
W dodatku, wobec małej liczby majtków, kapitan był zmuszony sam wziąć udział w wyprawie, pozostawiając dowództwo statku piętnastolatkowi!...
Cofać się jednak już było niemożliwe.
- Dicku! - rzekł do młodego chłopca, odprowadzając go na stronę. – Oddaję statek pod twoją opiekę. Pamiętaj, iż na twej głowie będzie teraz bezpieczeństwo żony naszego chlebodawcy i jego małego synka. Mam jednak nadzieję, iż moja nieobecność nie potrwa zbyt długo.
- Dołożę wszelkich sił, ażeby podołać zadaniu - odpowiedział poważnie chłopiec.
Dick miał niekłamaną ochotę wziąć udział w łowach, zdawał sobie jednak doskonale sprawę, że na łodzi pożądane jest przede wszystkim silne ramię, podczas gdy na statku tylko on jeden z całej załogi był zdolny w pewnej choć mierze zastąpić kapitana.
W końcu przyszła chwila odjazdu; czterech marynarzy zajęło miejsca przy wiosłach, sternik Howick ulokował się na swym zwykłym miejscu przy sterze, zaś kapitan Hull stanął na przedzie łodzi, z harpunem w ręku.
Pogoda zdawała się sprzyjać wyprawie, morze było spokojne, co sprzyjało manewrowaniu szalupą. Rzuciwszy okiem na łódź, dla sprawdzenia, czy wszystko jest w niej w porządku, kapitan raz jeszcze przywołał do siebie Dicka.
- Chłopcze - powiedział - żagle postawiłem ci tak, że będziesz mógł manewrować statkiem bez większych trudności. Brałem pod uwagę słaby wiatr, jaki mamy już od dość dawna; gdyby nagle się zmienił, to Tom i jego towarzysze są już dosyć dobrze zaznajomieni z rzemiosłem majtków i będą zdolni niewątpliwie pomóc ci w każdym wypadku.
- Możecie płynąć spokojnie, panie kapitanie - odpowiedział na te słowa Tom - my wszyscy z radością i bardzo starannie spełnimy każdy rozkaz pana Dicka Sanda i ręczymy za porządek na statku.
- Widzisz, Dicku, jakich mieć będziesz wiernych i chętnych pomocników – mówił dalej kapitan. - Pamiętaj tylko o jednym, że tobie nie wolno opuścić teraz, jako jedynemu odpowiedzialnemu kapitanowi, statku pod żadnym pozorem. Jeżeli połów nasz zmusi łódź do zbytniego oddalenia się od statku, to podążaj za nami. Gdybyśmy nie wrócili przed nocą, pozapalaj latarnie na masztach. A gdyby wyłoniła się potrzeba bliższego podpłynięcia ku nam, dam ci wtedy znak, przez podniesienie w górę tej oto bandery.
- Wszystkie twe rozkazy, kapitanie, będą z pewnością wypełnione, bądź spokojny o to. Nie spuszczę zwłaszcza z oka waszej łodzi - odpowiedział Dick.
- Ufam ci całkowicie, znam przecież twą przedsiębiorczość, ostrożność i rozwagę. Gdyby było inaczej, nigdy bym się nie zdecydował na opuszczenie statku. I wiedz, że ciężkie obowiązki masz do spełnienia teraz, wiedz i to również, że w obecnej chwili jesteś absolutnym panem na statku, na którym wszystko podlega twojej woli. Jesteś niewątpliwie pierwszym w dziejach kapitanem, mającym piętnaście lat.
Dick Sand słowa te przyjął w głębokim milczeniu. Zarumienił się tylko mocno, a oczy błysnęły mu energią.
- Zuch chłopak! - pomyślał sobie kapitan Hull. - Szczęśliwy statek, na którym będzie on obejmował w przyszłości dowództwo. Mimo to, mimo całej wiary w Dicka, kapitan nie bez niepokoju oddalał się od swego brygu.
- Szczęśliwych łowów! - wesoło wołała pani Weldon. - Choć prawda - dodała po chwili ze śmiechem. - Mąż mówił mi zawsze, że takie życzenia nieszczęście przynoszą!...
- O ile są wypowiedziane przez usta stare i brzydkie - z galanterią odpowiedział kapitan. - Życzenia łaskawej pani pobudzić mogą jedynie do pokazania całej naszej energii.
Mały Janek rozproszył resztki chmur na czole kapitana.
- Wujku kapitanie - wołał chłopczyk przesyłając rączkami gesty pożegnania - proszę cię, nie męcz zbytnio biednego wieloryba, gdy będziesz go łowić. Delikatnie weź go za płetwy, jak to robi wujek Benedykt, gdy pochwyci motyla.
Słowa te cała załoga przyjęła głośnymi wybuchami śmiechu.
- Panie kapitanie - wołał jeszcze kuzyn Benedykt - o ile wiem, to na skórze tych wielkich ssaków znaleźć można czasami nader rzadkie okazy owadów, jeżeli bym więc mógł prosić...
- Czyż tak jest istotnie? - pełnymi już ustami śmiał się kapitan - O!... jeżeli tak, to mieć będziesz, panie Benedykcie, pełną swobodę czynienia swych poszukiwań, gdy nasz wieloryb znajdzie się już na pokładzie.
Łódź coraz bardziej się oddalała. Wszyscy przesyłali ostatnie, głośne pożegnania i wyrazy radości. Nawet Dingo wsparł się na swych potężnych łapach i wychylił daleko olbrzymi łeb poza barierę okalającą pokład, lecz zamiast szczekać radośnie - zaczął posępnie wyć. Wycie to przeraziło panią Weldon.
- Dingo! - zawołała. - Brzydki, niepoczciwy Dingo! To ty w ten sposób żegnasz swych zbawców i przyjaciół? No, szczeknij mi zaraz, tylko głośno, wesoło i radośnie!
Pies nie posłuchał jednak rozkazu, zwiesił tylko smutnie łeb ku ziemi, potem podszedł ku pani Weldon i lizać zaczął jej ręce.
- Zawył... zły to znak!... o, zły! - mruknął do siebie stary Tom.
Dingo krótko jednak tulił się do kolan pani Weldon, po chwili odskoczył, sierść mu się najeżyła i momentalnie się wyprężył, jakby do skoku.
Pani Weldon odwróciła się natychmiast i ujrzała na przedzie okrętu ukrytego Negora, który opuścił kuchnię, żeby przypatrzeć się odjazdowi. Dingo, nie zważając na wołania pani Weldon, rzucił się ku Portugalczykowi z wściekłością. Lecz Negoro nie stracił przytomności, pochwycił szybko dobrze okuty drąg i stanął w obronnej postawie, plecami opierając się o maszt. Pani Weldon rzuciła się jednak na pomoc Portugalczykowi i była na tyle szybka, że zdołała jeszcze pochwycić psa za obrożę, czym go w szalonym skoku powstrzymała.
Negoro nie wyrzekł słowa, tylko jego bladożółta twarz, stała się popielata zupełnie, jakby ją kto popiołem przysypał. Stał jeszcze chwilę z podniesionym w górę harpunem, lecz wkrótce opuścił broń i wycofał się do swej kuchni. Dick Sand, z wyrazem nietajonego niepokoju przyglądał się całej tej scenie.
- Herkulesie - odezwał się głosem powolnym i cichym, jakby rozkaz ten nie chciał mu przejść przez gardło - proszę cię, zwracaj pilną uwagę na tego człowieka. Jest on dla mnie podejrzany.
- O, nie jest on wrogiem tak bardzo groźnym - odpowiedział Herkules, wstrząsając pięścią, którą z pewnością powalić by mógł bawoła - gdybym tylko zauważył coś podejrzanego, nie wyszedłby on żywy z pewnością z mych rąk.
Na tym zakończył się ten przykry epizod. Pani Weldon i Dick znów całą swą uwagę poświęcać mogli oddalającej się łódce, która pędzona potężnymi uderzeniami wioseł szybko mknęła naprzód, wciąż się oddalając od statku.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

Gdańsk
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

BOL 1: La Paz
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl