HAWAJE
15:24
CHICAGO
19:24
SANTIAGO
22:24
DUBLIN
01:24
KRAKÓW
02:24
BANGKOK
08:24
MELBOURNE
12:24
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Przewodnik - Europa » Kartki z podróży do Włoch...
Kartki z podróży do Włoch...

Stanisław Błaszczyna


Przystań w Portofino
O poznaniu Toskanii marzyłem od dziecka, ale dopiero teraz mogłem sobie na taką eskapadę pozwolić. Ten rejon Włoch widziałem przelotnie nie tak dawno, bo jakieś dwa lata temu - z okien pociągu, którym jechaliśmy z żoną z Rzymu do Florencji. Był już grudzień, więc w plenerze gościła szarzyzna, ale mimo to można było sobie uzmysłowić piękno toskańskiego pejzażu i to wówczas zaświtała mi myśl, by kiedyś zawitać w te strony i zobaczyć je z bliska. Nie sądziłem, że stanie się to tak szybko...

Z Chicago doleciałem przez Londyn do Mediolanu. Na stolicę Lombardii (a swego czasu - całej zachodniej cywilizacji) przeznaczyłem tylko półtora dnia i chyba dobrze zrobiłem. Samo miasto wyobrażałem sobie jako bardziej eleganckie, wystawne, reprezentacyjne - w końcu to tutaj działają najsłynniejsi projektanci mody na świecie - a zastał mnie pewien architektoniczny nieporządek, miejska bylejakość...


Jednakże głównie interesował mnie Mediolan historyczny i ten, który nawiązywał do sztuki. Niestety, nie udało mi sie zobaczyć leonardowskiej "Ostatniej Wieczerzy" (bilety trzeba rezerwować na kilka tygodni wcześniej), ale za to odwiedziłem dwie bardzo dobre galerie - di Brera i Pinacoteca Ambrosiana, a przy okazji dość ciekawe zbiory znajdujące się w starej twierdzy Sforzow.

Największe wrażenie zrobiła tam na mnie niedokończona Pieta Rondanini, przy której rzeźbieniu (literalnie) zmarł Michał Anioł. Dramatycznie różna od słynnej, przepięknej klasycznie Piety z Bazyliki Św. Piotra w Rzymie, którą w wieku 25 lat stworzył Michelangelo odzwierciedlając swoją fascynację harmonią i pięknem - sztuką, która pokonać może ludzkie słabości, zło, skazy, brzydotę... W wieku 89 lat artysta w to zwątpił komponując Pietę, która nie unika ziemskiej ciężkości, cielesnej niedoskonałości, realistycznej surowości - całej tej gorzkiej prawdy, którą usiłujemy zasłonić pięknem.

Zobacz  powiększenie!
Mediolan - katedra
Zgoła magiczny moment przeżyłem przed wspaniałymi kartonami Rafaela do Szkoły Ateńskiej, które posłużyły mu do namalowania watykańskich fresków. Wypełniają one całą olbrzymią ścianę jednej z sal ambrosiańskiej pinakoteki. Postacie narysowane przez Rafaela wyłaniają się z mroku niczym widma zamierzchłej epoki. W tłumie greckich filozofów wyróżnia się Arystoteles o twarzy Leonarda da Vinci. Te ciemno - brązowe szkice bardziej do mnie przemówiły niż gotowe kolorowe Sztance Rafaela, które widziałem parę lat wcześniej w Watykanie. Uwielbiam kreskę Rafaela a tu miałem ją na wyciągnięcie ręki i to w skali olbrzymiego graffiti.

W Mediolanie warto się jednak zjawić choćby tylko ze względu na Duomo - katedrę, jedną z najbardziej imponujących gotyckich budowli świata (tworzonej przez prawie 400 lat!) z niesamowitym lasem kamiennych sterczyn zapełniających jej dach. W przeróżnych miejscach poutykano tam na dodatek 3500 większych lub mniejszych posążków! Za drzwiami katedry czeka nas jednak niespodzianka - ponure wnętrze z 52 gigantycznymi kolumnami kontrastuje z misternymi, ażurowymi zdobieniami na zewnątrz.

Portofino

Zobacz  powiększenie!
Portofino
Z wielkomiejskiego zgiełku uciekłem przez Alpy Apuańskie nad Morze Liguryjskie, do słynnego Portofino, zaglądając po drodze do ciekawego klasztoru Kartuzów Certosa di Pavia. Nieco się obawiałem kiczowatej romantyczności Portofino, ale w całej krasie okazało się, iż niepotrzebnie. To miasteczko ma swój niepowtarzalny urok, wcale nie sztuczny, turystyczny ale autentyczny - mimo pewnej cukierkowatości, ta malowniczość jest prawdziwa. Zatrzymałem się w hotelu Domina Piccolo, a gościł mnie bardzo przytulny apartamencik z arcymiłym widokiem na zatokę.

Zobacz  powiększenie!
Portofino - port
Popołudniowy spacer do latarni to niezapomniana gama egzotycznych, nad wyraz malowniczych widoczków.

Ranek w Portofino przywitał mnie niestety deszczem. Gotowałem się na poranne wędrówki po nabrzeżu ale niestety trzeba było z tego zrezygnować. Żałuję bardzo, bo nawet mimo deszczowej aury półwysep Portofino ma kuszącą aparycję. Pojechałem więc przez Ligurię wzdłuż wybrzeża ku Pizie.

http://www.swiatpodrozy.pl/g.php?g=201
Wystawa: Portofino
Zrezygnowałem z jazdy autostradą więc musiałem się przedzierać przez zaskakująco wysokie przełęcze. Miałem nadzieję na zobaczenie Cinque Terre - pięciu odizolowanych wiosek nabrzeżnych utwierdzonych na stokach liguryjskich, wyrastających prosto z morza, wzgórz - ale pogoda i czas zniweczyły moje plany. Autostradą dotarłem do Pizy. Lało niestety i z trudem trafiłem do hotelu Royal Victoria nad rzeką Arno.

Piza

Pogoda była mokra i ponura, aura szara ale mimo to późnym popołudniem wybrałem się na Campo dei Miracoli, czyli Plac Cudów. Nie wiem dokładnie o jakie cuda chodzi, ale kiedy znalazłem się na placu, nisko zza granatowych chmur wyłoniło się zachodzące słońce i oświetliło cudownie ciepło - pomarańczowym blaskiem wszystkie budowle, łącznie z baptysterium, katedrą Duomo i samą krzywą wieżą. Nie mogłem sobie darować, że nie wziąłem aparatu. Nastepnego dnia, kiedy dokładniej już zwiedzałem Campo dei Miracoli, nie było już takiego świetnego oświetlenia, niemniej jednak udało mi się zrobić kilka, myślę, że ciekawych, zdjęć. Torre Pendente nie jest znowu taka mała, jak ją drwiąco opisywał np. Mark Twain (ten jednak kpił prawie ze wszystkiego), ale już krzywa jest mocno, jak się patrzy. To rzeczywiście cud, że się jeszcze przez te osiem wieków nie zawaliła (a tylko odchyliła od pionu o - bagatela! - 5 metrów).

Zobacz  powiększenie!
Piza
Plac cudów zachwalają w przewodnikach jako jeden z najciekawszych architektonicznie kompleksów religijnych świata i nie ma w tym przesady. Ja w swojej naiwnej świadomości miałem tylko samą wieżę, a tu zobaczyłem kompozycję kilku imponujących budowli i trudno było mi uwierzyć w ich XII - wieczność, tak wyglądały wdzięcznie i misternie. Zupełnym zaskoczeniem zaś, były dla mnie XIII - wieczne freski, z których tylko część ocalała z alianckich bombardowań II wojny światowej. Umieszczone wśród grecko - rzymskich sarkofagów Camposanto "Tryumf Śmierci" i "Sąd Ostateczny" to według mnie absolutna rewelacja w sztuce malarstwa zachodnioeuropejskiego... a żeby było śmieszniej, to nawet nie wiadomo kto je namalował. Uderzyła mnie zwłaszcza ciemno - bordowa kolorystyka, ekspresja kompozycji i modelunek postaci. Jeśli rzeczywiście powstało to w wieku Giotta i Cimabue, to freski tych ostatnich wyglądają przy tym jak naiwne, dziecinne malowanki. Trudno przy tym nie podejrzewać jakichś następnowiecznych poprawek.

Na wyjazd z Pizy straciłem sporo czasu, tak mylące okazały się znaki... mimo kierunku na Florencję. Jednak za parę godzin znalazłem się w samym sercu Toskanii - w Chianti.

Chianti

Pogoda się wyklarowała, wieczór był piękny, dotarłem do Villi Vignamaggio, gdzie miałem spędzić trzy następne noce, wypuszczając się stąd każdego dnia na rekonesans toskańskiej krainy (Villa Vignamaggio znajduje się w pobliżu Greve in Chianti - dokładnie w połowie drogi między Florencją a Sieną).

Zobacz  powiększenie!
Villa Vignamaggio
Villa Vignamaggio to kwintesencja toskańskiej rezydencji, otoczona winnicami i oliwnymi gajami. Zbudowano ją jeszcze w XV wieku. Mówią, że urodziła się tu sama Mona Lisa, ale tego tu już nikt nie może sprawdzić. Jest to spore gospodarstwo z prawdziwą winiarnią, z której piwnic wychodzi 250 tys. butelek wina rocznie (nota bene to wino pochodzące właśnie z tej winnicy po raz pierwszy zaczęto nazywać chianti). Wille otacza również stylowy rzymski ogród. Od jakiegoś czasu Villa Vignamaggio przyjmuje gości, bowiem stworzono tu coś w rodzaju ekskluzywnego gospodarstwa agroturystycznego. Uderza więc harmonijne połączenie surowości i prostoty z wygodą i luksusem.

Ranek przywitał mnie niestety deszczem. Tuż przed południem znów jednak wyjrzało słońce i toskański pejzaż objawił się przed moimi oczami w całej swojej krasie. Wznoszące się wysoko zielone wzgórza otaczające łagodne doliny z szachownicą winnych upraw i niebieskawa mozaika oliwnych drzewek. Dokładnie jak na obrazach mistrzów Renesansu. I te barwy ziemi - cała gama zieleni, żółci i brązów, a nad wszystkim niezwykle malownicze toskańskie niebo - jego jasny szmaragd z konfiguracją chmur i chmurek, godna najlepszego pędzla.

Źródło: informacja własna

1 2 dalej >>


w Foto
Przewodnik - Europa
WARTO ZOBACZYĆ

Włochy: San Gimignano
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

TransChukotka 2006 Bike Expedition
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl