HAWAJE
03:21
CHICAGO
07:21
SANTIAGO
10:21
DUBLIN
13:21
KRAKÓW
14:21
BANGKOK
20:21
MELBOURNE
00:21
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K II - 12; Pogrzeb królewski
15K II - 12; Pogrzeb królewski

Juliusz Verne


Nazajutrz po śmierci króla całe Kassande wyglądało inaczej niż zwykle. Przerażeni krajowcy kryli się w swych lepiankach. Biedacy nie widzieli jeszcze nigdy palącego się władcy, toteż byli pewni, że niedługo żywy ogień spadnie z nieba, ażeby spopielić wszystko, co tylko na ziemi pozostało. Nie wiedzieli, czym można przebłagać gniew bogów?

Nawet Alvez stracił nieco pewności siebie i zamknął się w swym domu, w obawie, by go nie obwiniono o śmierć króla... Lecz z tego niebezpieczeństwa wybawił go Negoro, który umiejętnie zaczął rozsiewać po mieście wieści, że straszliwy wypadek był dziełem sił nadprzyrodzonych, że właściwie był najwyższą łaską, jaką Wielki Nzambi zsyła czasami na swych umiłowanych.
- Przez ogień wstępować do nieba - mówił - może tylko bóstwo!

Zabobonni tubylcy dawali posłuch tym bredniom, przy czym głośno krzyczeli, że doczesne szczątki tego, który się stał bóstwem, muszą być z należytą czcią pochowane. Negoro całkowicie się z nimi zgadzał, dodając, iż żar ognia, który spopielił króla, może być ochłodzony jedynie krwią ludzką, najlepiej - krwią człowieka białego. Takie stały się więc pragnienia ludu.

Decyzja, co do ceremonii, mogła wyjść tylko od króla. Następczynią Lungi miała zostać jego starsza małżonka, królowa Moilla. Błyskawicznie objęła ona władzę rozpoczynając od wydania rozkazów, które dotyczyły pogrzebu króla, czym uprzedziła innych pretendentów. Objęcie rządów dawało królowej Moilli jeszcze tę olbrzymią korzyść, iż dzięki temu ona jedna spośród wszystkich żon królewskich miała pozostać przy życiu. Wolą królowej było, ażeby pogrzeb królewski odbył się wieczorem, nazajutrz po śmierci.

Dekret ten, ogłoszony w sposób prymitywny, bo przy pomocy nie tylko bosych, ale zupełnie gołych heroldów, przyjęty został przez całą ludność bardzo przychylnie, co oznaczało uznanie królowej przez mieszkańców kraju. A że i Alvez przeciwko rządom kobiety nie stawiał veta, niedawna pierwsza żona została władczynią.

Tego samego jeszcze dnia zajęto się przygotowaniami do pogrzebu. Tuż za Kassande płynął potok bardzo głęboki i burzliwy - Koango. Otóż królowa rozkazała, ażeby jego bieg został odwrócony, a gdy to już zostanie wykonane, w dawnym łożysku strumienia ma być wykopana mogiła króla, w której będzie on ze wszystkimi ofiarami pochowany. Po dopełnieniu obrządków, wody strumienia wrócić miały w swe dawne koryto. Dick Sand został na skutek zabiegów Negora zaliczony do liczby ofiar, które miały swą krwią skropić mogiłę króla.

Negoro, jak każdy nikczemnik, był tchórzem, toteż pamiętając o losie Harrisa nigdy nie ośmieliłby się zbliżyć do Dicka Sanda, gdyby ten się znajdował na wolności. Jednak, doskonale wiedząc, że więzień ma skrępowane ręce i nogi, postanowił udać się do niego.

Na widok Portugalczyka, nasz młody bohater aż się skurczył, a następnie szarpnął więzami, w nadziei, że je może zerwie... Niestety, były one na tyle mocne, że o ich potarganiu nie było co marzyć. Dick zrozumiał to w jednej chwili, porzucił więc wysiłki, zdając sobie sprawę, że teraz walka inną musi przybrać formę. W milczeniu wpił więc tylko w twarz Negora swe przenikliwe spojrzenie, postanawiając, że nie zrobi mu zaszczytu udzielając odpowiedzi.
- Uważałem za swój obowiązek - zaczął mówić Negoro - przyjść się pożegnać z byłym kapitanem i wyrazić mu ubolewanie, że nie rządzi on tutaj, jak to miało miejsce na pokładzie "Pilgrima".

Widząc, iż Dick nie odpowiada, ciągnął dalej:
- Cóż to, kapitanie, czyżbyś nie poznawał swego kucharza? On przyszedł właśnie po rozkazy i na nie oczekuje, nie wiedząc, co ma przygotować na śniadanie?

Dick tylko zacisnął zęby.
- Mój kapitanie, jeszcze tylko jedno pytanie: jakim to cudem się stało, u licha, żeś ty, kierując statkiem w stronę Valparaiso, dopłynął... do Angoli afrykańskiej?

Dick Sand już poprzednio był prawie pewien, że Negoro uszkodził kompas, a jego ostatnie słowa dały mu niezbitą pewność.
- Przyznaj, kapitanie... za młody trochę - ciągnął dalej Negoro - iż dla was wszystkich wielkim szczęściem było, że na pokładzie "Pilgrima" znajdował się choć jeden marynarz. Gdyby nie to - gdzieżbyś ty mógł dopłynąć, biedaku!... Boże drogi! Rozbiłbyś się na pierwszych lepszych skałach podwodnych, gdzie by zapędziła was burza. Że się stało inaczej, że znaleźliśmy się w kraju zaprzyjaźnionym, podziękuj za to marynarzowi temu, na którym ty... nie umiałeś się poznać.

Wszystko to Negoro mówił głosem spokojnym, z trudem się opanowując. Lecz w końcu wybuchnął:
- Fortuna kołem się toczy! - zaczął krzyczeć, wyprowadzony z równowagi pogardliwym milczeniem Dicka. - Dziś to ja jestem tutaj panem i twoje życie w moich się znajduje rękach!
- A więc weź to moje życie - przemówił Dick Sand zimnym tonem – pamiętaj jednak, że jest Bóg na niebie, który zna wszystkie twe zbrodnie i że dzień twej kary się zbliża.
- Jeżeli Bóg nie tylko karze za zbrodnie, lecz i nagradza cnotliwych, to czas najwyższy, by się zajął tobą.
- Jestem gotów stanąć przed sądem Najwyższego, co zaś do samej śmierci, to się jej nie obawiam.
- Jeszcze zobaczymy! - zapienił się Portugalczyk. - Widzę, że liczysz na jakąś pomoc! Ha, ha!... Licz na nią, licz, tutaj, w Kassande, gdzie ja i Alvez jesteśmy wszechmocni! Jesteś szalony! Myślisz może, że twoi Murzyni znajdują się jeszcze tutaj? Jakżeż ogromnie się mylisz! Są już w drodze do Zanzibaru.
- Niezbadane są drogi Opatrzności - odpowiedział Dick. - Herkules jest na wolności.
- Herkules? - zakrzyczał Negoro, tupiąc z wściekłości nogą. – Dawno rozszarpały go lwy i pantery, a jestem z tego powodu niepocieszony, bo zabrały mi one tym samym moją zemstę!
- Jeżeli umarł Herkules, to żyje jeszcze Dingo, a jest on wystarczająco silny, by mógł porachować się z tobą.
- Głupcze! - zawył niemal nieprzytomny z gniewu Negoro. - Z Dingiem załatwiłem się już dawno. On zdechł, jak zdechną ci wszyscy, którzy się znajdowali na pokładzie "Pilgrima", gdy byłem tam kucharzem.
- I jak ty sam zdechniesz niedługo - dodał chłodnym głosem Dick.

Portugalczyk szalał z wściekłości. Już się rzucił na Dicka, by go zadusić gołymi rękami, lecz powstrzymała go myśl, że jeżeli zabije swą ofiarę, tym samym oszczędzi jej tortur. Powściągnął swój gniew i opuścił barak, nakazując baczne pilnowanie więźnia.

Cała ta scena nie tylko nie osłabiła silnej woli Dicka, lecz wróciła mu wręcz całą moc i energię. Zdawało mu się, iż Negoro, który w furii zaczął nim potrząsać, rozluźnił nieco więzy, ponieważ sznury uciskały go o wiele słabiej teraz. Lecz choćby nawet zdołał wyswobodzić ręce, to cóż by mu z tego przyszło? Przecież wyjść z więzienia nie potrafi bez pomocy udzielonej z zewnątrz.

Godziny mijały jedna za drugą i dzień skłaniał się już ku końcowi, gasnąć zaczęły ostatnie blaski na niebie. Przycichły echa dochodzące z ogromnego placu targowego. Przyszła noc i w więzieniu zapanowały zupełne ciemności. Wyczerpany Dick zasnął i spał spokojnie około dwóch godzin. Gdy się obudził, pokrzepiony snem, zdołał oswobodzić z więzów jedną rękę. W tej samej chwili wyostrzony jego słuch złowił dość silny szelest, który dochodził zza drzwi; sprawiało to wrażenie, jakby ktoś podkopywał się pod nie.
- Herkules! - pomyślał Dick. - Gdyby to on był istotnie!

Korzystając z odzyskanej swobody ruchów, Dick przyczołgał się do drzwi i w ich progu wyszeptał imię Herkulesa. W odpowiedzi usłyszał ciche i żałosne skomlenie.
- To Dingo - z radością zawołał Dick. - Mój Dingo żyje! Czyżby mi znów przynosił od Herkulesa kartkę?

Jeszcze jakiś czas mądre zwierzę odrzucało pazurami ziemię, aż wreszcie w wykopanej jamie ukazała się jego łapa. Lecz jeżeli miał on jakąś kartkę, to musiała ona być, jak poprzednio, przywiązana do obroży. Co począć? Należy rozszerzyć podkop chociaż na tyle, ażeby Dingo mógł przezeń przecisnąć swój łeb. Dick zaczął jakimś drągiem odrzucać ziemię. Lecz ledwo rozpoczął tę pracę, gdy na placu rozległo się głośne ujadanie psów, które zwietrzyły obcego i Dingo był zmuszony ratować się ucieczką. Dick usłyszał parę wystrzałów. Widząc, iż w tych warunkach nie było co marzyć o podjęciu próby ucieczki, Dick wrócił na swe miejsce w kącie izby, gdzie spędził resztę nocy.

Wstał dzień, po którym dla Dicka Sanda nie miało być już jutra. W ciągu całego dnia trwały nieprzerwanie przygotowania do pogrzebu króla; pracowano z pośpiechem, ponieważ wszystko musiało być gotowe na oznaczoną godzinę. Wody potoku skierowane zostały w inną stronę, a w osuszonym łożysku wykopano obszerną mogiłę, długości pięćdziesięciu, szerokości dziesięciu i głębokości również dziesięciu stóp.

Pod wieczór dno i ściany grobu wykładać zaczęto żywymi cegłami – żonami zmarłego króla. Zazwyczaj, nieszczęsne ofiary są zasypywane ziemią, wraz ze zwłokami ich męża. Tym razem, ze względu na wyjątkową śmierć królewską, miały być wraz z całym grobem zatopione falami potoku, powracającego do swego dawnego łożyska. Obrządek pogrzebowy miał się odbywać przy świetle pochodni, z okazałą pompą. W pogrzebie zobowiązana była uczestniczyć cała ludność Kassande, nie wyłączając cudzoziemców.

Gdy zapadł wieczór z siedziby królewskiej ruszył ku przygotowanej mogile olbrzymi pochód, przy czym bez przerwy rozlegały się ogłuszające ryki. Ciało zmarłego króla niesione było na samym końcu procesji. Postępowała za nim królowa Moilla, w towarzystwie Alveza, Coimbry, Negora i innych znamienitych cudzoziemców. Gdy ciało znalazło się nad mogiłą, przy świetle pochodni ujrzano, iż czarne ciała nieszczęśliwych żon zmarłego drgały nieprzerwanie, chociaż były silnie skrępowane powrozami. W jednym końcu grobu był wbity w ziemię słup na czerwono pomalowany, do którego przywiązano "białego człowieka". Był nim oczywiście Dick.

Gdy ciało zmarłego króla zostało już umieszczone w grobie, na dany znak przerwano tamy, wczorajszej nocy wzniesione i fale potoku szybko zalały swymi wodami cały grób wraz z Dickiem i pięćdziesięcioma żonami zmarłego. Było coś wstrząsającego i straszliwego w tej jednoczesnej cichej i bezkrwawej śmierci kilkudziesięciu istnień, która tym większe sprawiała wrażenie, iż w chwili, gdy wody potoku zalewać zaczęły grób, na rozkaz królowej zaczęto gasić pochodnie, rzucając je w spienione fale.

Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

Madryt: stolica Hiszpanii i Kastylii
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@dC 5: Jest nadzieja!
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl