HAWAJE
00:24
CHICAGO
04:24
SANTIAGO
07:24
DUBLIN
10:24
KRAKÓW
11:24
BANGKOK
17:24
MELBOURNE
21:24
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką » 5TPBnA; Rozdział XXX
5TPBnA; Rozdział XXX

Juliusz Verne


O godzinie 3-ciej zrana zauważył Joe, trzymający straż, jak znikało pod nimi miasto i że "Victoria" podjęła swą podróż. Doktór i Kennedy przebudzili się. Fergusson spojrzał zaraz na kompas i stwierdził z zadowoleniem, że wiatr unosił balon w kierunku północnym i północno-wschodnim.

- Mamy dziś szczęście, wszystko nam sprzyja, być może, iż jeszcze odkryjemy jezioro Tschad.
- Czy jest ono bardzo długie? - pytał Kennedy.
- Ciągnie się na przestrzeni 120 mil.
- Będzie to zajmujące wznosić się ponad tym dywanem wodnym, urozmaici to nie mało naszą podróż.
- Zdaje mi się, że nie powinniśmy narzekać na brak urozmaiceń.
- W samej rzeczy, wyjąwszy braku wody w pustyni, nie groziło nam dotąd żadne poważne niebezpieczeństwo. Nasza odważna "Victoria" wybornie się zachowuje. Dziś mamy 12 maja, a 18 kwietnia wyruszyliśmy, jesteśmy zatem w drodze 25 dni. Jeszcze około 10 dni, a osiągniemy cel.
- Dokąd przybędziemy?
- Nie wiem i mało mi na tem zależy.
- Masz słuszność, pozostawmy Opatrzności starania, dotyczące kierowania balonem i opiekę nad nami.
Podróżni posuwali się prostą drogą biegiem Shari; cudowne brzegi tej rzeki nikły w cieniu rozmaitych drzew; mknęli przez bogaty w bujną roślinność okręg Maffatay i dosięgli nareszcie południowego brzegu jeziora Tschad. To było zatem Morze Kaspijskie Afryki, o którego istnieniu tak długo wątpiono, to międzymorze, dokąd dotarły tylko wyprawy Denhama i Bartha.

Doktór starał się zbadać obecne ukształtowanie jeziora, które różniło się od zaobserwowanego w roku 1847, ale wyrysować kartę jeziora Tschad jest niemożliwem ze względu na grząskie, nieprzebyte błota. Od roku do roku zamieniają się te trzęsawiska w wodę i powiększają w ten sposób jezioro. Położone nad brzegami miasta na wpół zostają zatopione, jak to miało miejsce w 1856 roku z Ngornu; teraz na tem samem miejscu igrają konie rzeczne i aligatory, gdzie niegdyś były mieszkania tuziemców.

Doktór chciał zbadać zawartość wody, którą uważano przez długie lata za słoną, a ponieważ bez obawy dla łodzi można się było zbliżyć do powierzchni wody, opuścili się więc nasi podróżni.

Joe zapuścił flaszkę i wyciągnął na wpół napełnioną wodą, która okazała się niezdatną do picia.
Podczas gdy Fergusson rezultat badania notował, w pobliżu rozległ się wystrzał. Kennedy nie mógł się powstrzymać, by nie puścić kuli na rzecznego konia, który oddychał jednakże spokojnie i znikł tylko przestraszony hukiem wystrzału.
- Z harponem łatwiejby go można pochwycić - zauważył Joe.
- Jakto?
- No, jedną z naszych kotwic.
- W istocie - zawołał Kennedy - Joe ma znów szczęśliwą myśl...
- Której proszę w czyn nie wprowadzać - dodał doktór - zwierzę pociągnęłoby nas tam, dokąd niktby z nas nie chciał się dostać.
- Zwłaszcza teraz, kiedy zbadaliśmy zawartość wody w jeziorze. Czy można jeść tę rybę, panie doktorze?
- Co ty nazywasz rybą, jest zwierzęciem ssącem, mięso jego jest bardzo smaczne; służy ono za przedmiot handlu wśród ludów zamieszkałych nad brzegami jeziora.
- Żałuję zatem, że strzał pana Kennedy chybił.
- Chcąc powalić rzecznego konia, trzeba trafić go albo w brzuch albo w nogę, kula nie naruszyła go nawet. Jeśli tylko grunt okaże się korzystnym, będziemy mogli się zatrzymać na północnym brzegu jeziora, tam, Dicku, ujrzysz całą menażeryę i będziesz mógł dowoli strzelać.
- Chciałbym spróbować mięsa tego konia rzecznego, przecież to wstyd dotrzeć do środkowego punktu Afryki i jeść tylko bekasy i kuropatwy jak w Londynie.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką
WARTO ZOBACZYĆ

RPA: Jaskinia Cango
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@ ACE 2: Tadżykistan: w krainie „kamaza”
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl