HAWAJE
00:04
CHICAGO
04:04
SANTIAGO
07:04
DUBLIN
10:04
KRAKÓW
11:04
BANGKOK
17:04
MELBOURNE
21:04
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką » 5TPBnA; Rozdział XVIII
5TPBnA; Rozdział XVIII

Juliusz Verne


- Dokąd dążymy? - pytał Kennedy przyjaciela, rozpatrującego kompas.
- Na północ i północo-zachód.
- Do licha! To nie północ?
- Mniemam, że trudno nam będzie dotrzeć do Gondocoro, żałuję tego, ale nie narzekam, gdyż będziemy mogli zbadać wschód.
"Victoria" stopniowo oddalała się od Nilu.
- Patrzymy po raz ostatni na ten dotąd nie przekroczony stopień szerokości, po za który najodważniejsi podróżnicy nie mogli się przedostać.


- Przebywają tu niedostępne plemiona, o których opowiadali Petherik, D`Arnaud, Miani, oraz młody podróżnik Lejean, któremu zawdzięczamy najlepsze prace o górnym biegu Nilu.
- Czy nasze odkrycia i przypuszczenia są zgodne z hipotezami naukowemi? - zapytał Kennedy.
- Zupełnie. Źródła Białej rzeki, Bahr-el-Abiad, są ukryte w jeziorze, wielkości morza, tam bierze ona początek. Poezya wprawdzie na tym fakcie wiele utraci, albowiem rzece tej przypisywano pochodzenie niebiańskie. Starożytne ludy nazywały rzekę ową oceanem i wierzono, że bierze ona swój początek na słońcu.
- Widać znowu katarkatę - rzekł Joe.
- To katarakta Makado, na 3° szerokości, zupełnie się zgadza! Ach, dlaczegóż nie można parę godzin podróżować z biegiem Nilu!

Wiatr poniósł teraz "Victorię" na północo-zachód. Celem ominięcia góry Logwek, zwiedzonej niegdyś przez podróżnika Debono, musiano opuścić się nieco niżej.
- Moi przyjaciele - rzekł doktór do swych towarzyszy - teraz dopiero zaczyna się nasza podróż odkrywcza w Afryce, dotąd bowiem szliśmy po śladach naszych podróżników. Udajemy się w świat nieznany, czy odwaga was nie opuści?
- Nigdy! - zawołali jednocześnie Dick i Joe.
- W drogę więc i niebo niech nam sprzyja!
O 10-tej godzinie wieczorem podróżnicy dotarli przez przepaście i lasy i rozproszone wsie do Gór Drżących.

W tym pamiętnym dniu, 23 kwietnia, przebyli w 15 godzin, gnani silnym wiatrem, przeszło 315 mil. Ostatnia część tej podróży pozostawiła podróżnikom smutne wrażenie. Zupełna cisza panowała w łodzi. Czy doktór był zajęty wyłącznie swemi odkryciami? Czy towarzysze jego rozmyślali o podróży przez nieznane kraje? Do tych myśli przyłączały się bezwątpienia wspomnienia przyjaciół oddalonych i Anglii.

Joe nie troszczył się o nic, umiał jednak uszanować ogólne milczenie.
O 10-tej godzinie wieczorem "Victoria" zarzuciła kotwicę po drugiej stronie Gór Drżących, spożyto wieczerzę i wszyscy zasnęli. Następnego ranka podróżnicy znów się ożywili.

Była piękna pogoda i dął pomyślny wiatr, a dobre śniadanie, przyrządzone przez Joego, do reszty naprawiło humor małego towarzystwa.
Kraj, który teraz trzeba było przejechać jest olbrzymi, graniczy z Górami Księżycowemi i górzystą okolicą Darfur. Wielkość jego równa się wielkości Europy.
- Przejeżdżamy teraz kraj tak zwany Usoga - powiedział doktór. - Geografowie twierdzili, że w środkowym punkcie Afryki znajduje się olbrzymie międzymorze, sprawdzimy, czy przypuszczenie to jest prawdziwe. - Skąd oni doszli do tego przypuszczenia? - pytał Kennedy.
- Dzięki podaniom Arabów, opowiadających chętnie i często za wiele, wszelako może być w tem część prawdy. Na podstawie tych sprawozdań rysowano karty i, zdaniem mojem, trzeba będzie w podróży naszej kierować się jedną z nich.
- Czy kraj ten jest zamieszkany? - dopytywał się Joe.
- Naturalnie, ale nie gęsto. Rozrzucone tu plemiona nazywają ogólnem mianem Nyam-Nyam, są one ludożercami.

Po południu horyzont pokrył się gęstą mgłą, unoszącą się z ziemi i doktór w obawie uderzenia o jakąś skałę o godzinie 5-tej zatrzymał balon.
Noc przeszła bez wypadku, skutkiem wielkiej ciemności podwojono czujność.
Po przebudzeniu się Joe meldował: - Pora śniadania, musimy się zadowolnić kawą i suszonem mięsem, dopóki pan Kennedy nie będzie miał sposobności zaopatrzenia nas w świeżą zwierzynę.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką
WARTO ZOBACZYĆ

Etiopia: O wielu twarzach
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

ZIM 6; Park Narodowy Gór Matobo (Rhodes - Matopos)
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl