HAWAJE
01:18
CHICAGO
05:18
SANTIAGO
08:18
DUBLIN
11:18
KRAKÓW
12:18
BANGKOK
18:18
MELBOURNE
22:18
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką » 5TPBnA; Rozdział IX
5TPBnA; Rozdział IX

Juliusz Verne


- Próbowano często, moi panowie, dowolnie się unosić w górę i spadać bez utraty gazu i balastu. Francuz Meunier chciał celu tego dopiąć za pomocą zjednoczenia powietrza. Belgijczyk, doktor van Hecke, za pomocą skrzydeł i biegunów chciał osiągnąć siłę poruszającą się w kierunku prostopadłym, która jednak w większości wypadków okazała się niewystarczającą.

Postanowiłem zatem pominąć wszelkie w tym względzie próby i do kwestyi tej przystąpić samodzielnie. Przedewszystkiem pomijam w zasadzie balast i zatrzymuję go tylko w ograniczonej ilości na wypadek konieczny, jak np. zepsucia się aparatu, lub możności uniesienia się bardzo wysoko celem obejścia przeszkód w drodze.

Środki moje do wznoszenia się i opadania polegają na tem jedynie, że za pomocą rozmaitej temperatury rozszerzam lub zgęszczam zamknięty w balonie gaz i rezultat ten osiągam w sposób następujący:
Zauważyliście panowie, że wraz z łodzią zapakowano kilka skrzyń, których użytek był wam niewiadomy, a skrzyń tych zabrałem 5 sztuk. Pierwsza zawiera około 25 gallonów wody, do której dodaję kilka kropel kwasu siarczanego dla zwiększenia jej wydajności i rozkładam ją za pomocą silnej bateryi Bunsena. Woda składa się, jak wiadomo, z dwóch części wodoru i jednej tlenu. Ten ostatni pod działaniem bateryi oddziela się, przenikając do drugiej skrzyni. Trzecia skrzynia, stojąca z wierzchu, o podwójnem dnie, jest przeznaczoną do przyjęcia wodoru.

Krany, z których jeden posiada dwa razy tak wielki otwór aniżeli drugi, łączą obie te skrzynie z czwartą, którą nazwę skrzynią połączenia. Tam bowiem łączą się dwa gazy powstałe z rozdziału wody. Zawartość tej skrzyni połączenia wynosi około 21 st. kub.

Na wierzchu tej skrzyni znajduje się rura platynowa zakończona kranem. Pojmujecie panowie, że aparat, który wam opisuję, jest zwyczajną dmuchawką tlenowodorową, której ciepłota przewyższa żar w kuźni.
A teraz przystąpię do opisu drugiej części aparatu.

Z mojego hermetycznie zamkniętego balonu wybiegają u dołu dwie pomiędzy sobą małą przestrzenią oddzielone rury, z których jedna wychodzi z górnej, a druga z dolnej warstwy wodoru, napełniającego balon. Rury te spadają aż do łódki i układają się zwinięte w przeznaczoną na ten cel skrzynię żelazną w formie cylindrycznej, która nosi nazwę skrzyni ogrzewalnej. Znacie panowie przeznaczenie piecyka pokojowego i wiecie, jakie jest jego działanie. Powietrze pokojowe przechodzi przez rury i wraca ogrzane; opisany zatem przezemnie aparat jest niczem innem, jak rodzajem pieca. Jakiż jest więc system tego ogrzewania?

Jeżeli zapalimy dmuchawkę tlenowodorową, to wodór w rurze wężowej się ogrzewa i prędko wznosi się w górną część balonu, pusta przestrzeń rury wypełnia się warstwami niższemi gazu, które również się ogrzewają i w taki sposób w wężu wytwarza się niezmiernie szybki prąd gazu, wciąż ogrzewanego. Wiadomo, że gaz w miarę powiększania temperatury powiększa swoją objętość o 1/480 albo 1600 stóp kub.; wycieśniam zatem 1674 stóp kub. powietrza, co siłę wzlotu balonu powiększa o 160 funtów. Zyskuje się ten sam rezultat, jak gdyby wyrzucono balast podobnej ciężkości.

Jeżeli zatem podniosę temperaturę o 180 stopni, powiększam objętość gazu o 180/480, wówczas wycieśniam 16.740 stop. kub. i podnoszę siłę wzlotu o 1600 funtów. Zrozumiecie panowie, że w ten sposób łatwo mi utrzymać równowagę biegu. Objętość balonu jest tak obliczona, że gdy jest napełniony do połowy, usuwa taką ilość powietrza, ile wynosi waga podróżnych, łódki i wszelkich innych dodatków.

Balon wtedy utrzymuje równowagę, ani się podnosi, ani opada. Chcąc się podnieść, ogrzewamy za pomocą tego samego aparatu temperaturę, balon nadyma się i wznosi się w miarę, o ile rozszerzamy wodór. Spadek balonu uskutecznia się w ten sposób, że obniżamy żar dmuchawki tlenowodorowej i temperatura się ochładza.

Wzlot balonu da się zatem szybciej uskutecznić, niż spadek. Jest to okoliczność pomyślna, gdyż nie mam nigdy na celu prędko spadać, gdy przeciwnie mogę być często w położeniu, gdzie szybkim wzlotem uniknę przeszkód; niebezpieczeństwa mojej wyprawy znajdują się podemną, a nie nademną, wreszcie zabieram też pewną ilość balastu, co mi zapewnia możność jeszcze szybszego podnoszenia się w razie potrzeby.

Ponieważ mogę zapas wody, stanowiącej mój motor odnowić, spuszczając się na ląd, jestem w stanie podróż przedłużyć do czasu nieokreślonego. Oto cała tajemnica, moi panowie, a że jest bardzo prostą, powinna mi zapewnić powodzenie, jak zwykle rzeczy proste.

Ścieśnianie i rozszerzanie gazu w balonie, oto moje środki, nie wymagające ani sztucznych skrzydeł, ani mechanicznych motorów. Aparat ogrzewający i dmuchawka tlenowodorowa nie zajmują dużo miejsca, ani też nie są zbyt ciężkie. Sądzę zatem, iż zjednoczyłem wszystkie warunki, mogące mi zapewnić powodzenie. Tem zakończył Dr. Fergusson swój wykład, przyjęty ogólnymi oklaskami. Nie można mu było nic zarzucić, wszystko uczony nasz przewidział i obliczył.
- W każdym razie jest to wyprawa niebezpieczna - rzekł kapitan statku.
- Nic to nie znaczy, jeżeli jest tylko wykonalną - odparł lakonicznie Fergusson.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką
WARTO ZOBACZYĆ

Etiopia: O wielu twarzach
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Swedseayak 7: Fjordholmen, Donso, KÖPSTADSÖ i ostatnie zmagania
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl