HAWAJE
07:19
CHICAGO
11:19
SANTIAGO
14:19
DUBLIN
17:19
KRAKÓW
18:19
BANGKOK
00:19
MELBOURNE
04:19
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Himalayak 2003 » HK 20; Koniec Dudh Kosi i Sun Kosi
HK 20; Koniec Dudh Kosi i Sun Kosi

Ekipa Himalayak


10 - 12.12.2003

Tak jak opisywał przewodnik ostatnie 32 kilometry bezlitosnej rzeki Everestu; to pomieszanie malowniczości i trudności Dunajca i Białki. Dolina zrobiła się szeroka, rzeka o wiele większa. Niedaleko Sun Kosi pojawiła się pierwsza dłubanka wykonana z jednego pnia drzewa przewożąca ludzi z jednego brzegu na drugi. Ostatnie 2 kilometry Dudh Kosi przebijała się przez głęboki skalny wąwóz. Wreszcie około 14 dotarliśmy do końca. Jedną rzekę mamy już za sobą. Kilka pamiątkowych zdjęć i ruszyliśmy dalej.


Tym razem przed nami było prawie 90 kilometrów rzeki uznawanej przez niektórych za najpiękniejszą rzekę raftingową świata. Do wieczora przepłynęliśmy jeszcze z 10 kilometrów. Rzeka diametralnie inna od Dudh Kosi. Szeroka, rozlana między brzegami, z olbrzymią ilością białych piaszczystych plaż na niezliczonej ilości zakrętach. Dużo wiosek tuż przy rzece. Kompletny brak cywilizacji. W ten rejon nie dochodzi żadna droga. Można tutaj dotrzeć albo na piechotę, albo rzeką. Stąd piękna dziewiczość tych obszarów.


Płynęliśmy przy niskim poziomie wody stąd często mieliśmy wrażenie poruszania się po dnie częściowo wyschniętego jeziora. Kilka razy rzeka wpływała w niby kaniony z wysokich na; 15 metrów bazaltowych brzegów rzeki ściskających ja na kształt imadła.

Nowością Sun Kosi były gigantyczne pulsujące fale przegradzające czasami całe dochodzące do 50 m koryto. Podczas pokonywania takich długich na setki metrów spadków z setkami fal miało się wrażenie płynięcia po wzburzonym morzu.

Pokonanie tej przepięknej rzeki zajęło nam jeszcze dwa dni. Zakończenie płynięcia było równie niesamowite jak sama rzeka. Nagle, po pokonaniu ostatnich gigantycznych fal z za zakrętu wyłonił nam się niepowtarzalny widok. Ściany kanionu, którym płynęliśmy nagle zniknęły. Przed nami była pustka. Poczuliśmy się tak jak byśmy wypływali na morze. Po miesiącu przebywania w wysokich górach ta otwarta przestrzeń była niesamowita.

W tym miejscu nasze płyniecie się skończyło. Nasz cel został osiągnięty. Teraz do domu.

Tomasz Jakubiec "Tomanek"

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Himalayak 2003
WARTO ZOBACZYĆ

Seszele: archipelag ciszy
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AL 18; W drodze
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl