HAWAJE
09:05
CHICAGO
13:05
SANTIAGO
16:05
DUBLIN
19:05
KRAKÓW
20:05
BANGKOK
02:05
MELBOURNE
06:05
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Parki narodowe » Kraina pionierów (PN USA)
Kraina pionierów (PN USA)

Krystyna, Dariusz i Pławia Zemła


Niedzielę zaczynamy mszą, po której znów załapujemy się na śniadanko. Opuszczamy Flagstaff, udając się na północ w kierunku Utah. Po drodze zbaczamy do rezerwatów: "Sunset Crater" i "Wupatki". Pierwszy prezentuje skutki działalności wulkanicznej, oferując miedzy innymi spacery po lawie. Drugi umożliwia zwiedzenie ruin osad Indian, którzy przywędrowali na te ziemie zwabieni żyzną powulkaniczną ziemią. Rezerwat ten nie zapisze się jednak pozytywnie w naszej pamięci. Choć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Każde doświadczenie, nawet złe, czegoś nas przecież uczy.

Najpierw złapaliśmy gumę. Ale sprawdziło się przysłowie, że prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. Kilku ludzi pospieszyło nam zaraz z pomocą, prześcigając się w możliwościach jej udzielenia. Problem więc szybko zażegnaliśmy. Potem przy jednej z osad zostawiliśmy śpiące dziecko w samochodzie i szybko "oblecieliśmy" ruiny. Wracając, już z daleka zobaczyliśmy kręcących się koło naszego auta strażników. Drzwi otwarte, dziecko płacze. Okazało się, że ktoś "usłużny" zaalarmował straż, że w jakimś samochodzie zostało pozostawione dziecko. Musieliśmy poczekać na szefa straży, który przez pół godziny umoralniał nas i wzbudzał ogromne poczucie winy. Zagroził 500-dolarowym mandatem, a nawet umieszczeniem dziecka w sierocińcu do czasu wyjaśnienia sprawy. Ale ponieważ zdarzyło nam się to pierwszy, i ... ostatni, raz, więc skończyło się na ustnej reprymendzie. Potem dowiedzieliśmy się, że na punkcie dzieci Amerykanie są naprawdę bardzo czuli, i że mówione przez strażnika słowa wcale nie musiały być bez pokrycia.

W dalszej drodze ku Utah dojechaliśmy do mostu nad Kolorado (aż dziw, że taka mała rzeczka mogła mieć kiedyś tak rozległe koryto), skąd po dalszych kilkunastu kilometrach dotarliśmy aż do jej koryta w miejscu, gdzie ponad sto lat temu odbywała się przeprawa promowa. Wjeżdżamy ponownie, teraz już na dłużej, do Utah, bodaj najpiękniejszego stanu.


31 maja 1999

Przed południem zwiedzamy park "Zion", jakże inny od pozostałych. Mnóstwo tu zieleni, która wraz ze skałami i wodospadami sprawia wrażenie, jakby tak właśnie miał wyglądać raj. Park ten chyba najbardziej przypomina polskie parki narodowe. Mnóstwo łatwych szlaków, ale i dużo ludzi.

Popołudnie spędzamy w parku "Bryce Canyon". Atrakcją są różnokolorowe formy skalne zbudowane z miękkich skał. Widziane z góry dają wrażenie miasta z wieloma wieżami. Decydujemy się na dwugodzinne zejście w dół, aby przyjrzeć się im z bliska. Szlak kluczy niczym w labiryncie, przebijając się co jakiś czas naturalnymi mostkami. Z powrotem, za namową napotkanych turystów, wracamy ogromnym fantastycznym wąwozem, w którym ścieżka zygzakiem pnie się stromo w górę. W parku tym przekonaliśmy się, jak ważne są przemyślane zakupy i że niska cena powinna zastanawiać, nawet w USA. "Wypstrykaliśmy" cały film kupiony okazyjnie. Po wywołaniu okazało się, że zdjęcia wyszły bardzo dobrze, ale ... czarno-białe. Ucieszeni niską ceną filmu nie zauważyliśmy napisu "black and white".

Nocujemy w oryginalnym indiańskim "tee-pee" za 22,89 USD (tylko 5 USD więcej niż w swoim namiocie).

1 czerwca 1999

Dużo czasu zajmuje nam dojazd krętymi drogami do parku "Capitol Reef". Swoją nazwę zawdzięcza on skale przypominającej wyglądem Kapitol w Waszyngtonie. Wąska nieutwardzona droga w parku wije się wśród wysokich skał, dając możliwość zabawy, w którą stronę będzie następny zakręt. Większa jej część jest jednak dostępna wyłącznie dla jeepów. Na końcu drogi ogólnodostępnej rozpoczyna się, nie mający chyba końca, łatwy szlak w głąb wysokiego wąwozu. Wrażenie niesamowite. Zdaje się, że oba krańce wkrótce się zejdą ale robisz skręt i znów długa prosta do następnego zakrętu.

2 czerwca 1999

Na dzisiaj zaplanowaliśmy wzorcowy park Utah - "Arches". Skała o nazwie "Delikatny Łuk" ("Delicious Arch") jest symbolem stanu umieszczonym w jego herbie. Cały park to mnóstwo form skalnych w kształcie okien i łuków. Niestety, zwiedzamy tylko cząstkę, zaskoczeni przez burzę połączoną z ulewą i gradem. Decydujemy się więc na dłuższy przejazd i dotarcie do stolicy Utah - Salt Lake City.

Miasto to jest światową stolicą Mormonów. Zwiedzamy z zewnątrz cały kompleks. Przy jednej ze świątyń zostajemy zaczepieni przez mormońskie misjonarki. Jedna z nich jest Węgierką. Uszczęśliwiona spotkaniem z "bratankami" oprowadza nas po całym centrum, włączając również polskie tłumaczenia modlitw. Nie możemy zwiedzić jedynie najważniejszej ze świątyń, do której wstęp mają jedynie najznamienitsi wyznawcy tej religii.

Źródło: TravelBit

TravelBit Tekst pochodzi z książki
wydanej przez Agencję Travelland
prowadzonej przez
Centrum Globtroterów TravelBit

 warto kliknąć

<< wstecz 1 2 3 4 5 6 7 8 9 dalej >>


w Foto
Parki narodowe
WARTO ZOBACZYĆ

Nowy Orlean: karnawałowe ozdoby
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

HAW 13; Kauai, pierwszy zachwyt
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl