HAWAJE
05:44
CHICAGO
09:44
SANTIAGO
12:44
DUBLIN
15:44
KRAKÓW
16:44
BANGKOK
22:44
MELBOURNE
02:44
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Dzieci kapitana Granta » DkG 68; Krzyk w nocy
DkG 68; Krzyk w nocy

Juliusz Verne


Lord mówił o tem Johnowi, który mnie to powtórzył! Będziesz tam jak u siebie i będziesz mogła mówić o ojcu, nim ci go przywieziemy. A co to za szczęśliwy dzień będzie! - zawołał Robert z rozpromienionemi zapałem oczyma.
- Mój bracie, moje dziecko! - zawołała Marja - jakżeby ojciec był szczęśliwy, gdyby mógł cię słyszeć w tej chwili! Jesteś niezmiernie do niego podobny. Gdy dorośniesz, będziesz zupełnie taki jak on.
- Oby Bóg cię wysłuchał - odparł Robert, pełen świętej dumy synowskiej.
- A jakim sposobem odwdzięczymy się lordowi i lady Glenarvan? - zapytała Marja.
- Nie będzie to trudne! - zawołał Robert z zapałem dziecięcym. - Wszak kochamy ich i czcimy, wszak składamy im tego dowody słowami i uściskami, a przy pierwszej sposobności dam się zabić za nich.
- Przeciwnie, żyj dla nich! - zawołało dziewczę, pokrywając pocałunkami czoło brata. - Z pewnością będą woleli to niemniej ode mnie.

I rozmarzone dzieci kapitana Granta spoglądały na siebie w milczeniu, śród głębokich ciemności nocnych. Pomimo jednak tego milczenia myśli ich zbiegały się i porozumiewały. Spokojne morze kołysało się długiemi falami, a z pod śruby jachtu tryskał w ciemności wir świetlany. W owej chwili zdarzyło się coś dziwnego i nadnaturalnego. Brat i siostra wskutek związku magnetycznego, tajemniczo łączącego ich dusze, ulegli w jednej i tej samej chwili jednemu i temu samemu złudzeniu. Wydali się Marji i Robertowi, że z pośród fal, to jasnych, to ciemnych, dochodzi ich wołanie, którego dźwięk głęboki i żałosny wzruszył ich do głębi serca:
- Do mnie! do mnie!
- Mary, czy słyszysz? Czy słyszałaś? - pytał Robert.

Przysunęli się nagle do poręczy i, przechyliwszy się, patrzyli w głębie nocy. Nic jednak nie zobaczyli, prócz rozciągającej się przed nimi ciemności.
- Robercie - mówiła blada ze wzruszenia Marja - zdawało mi się... Tak, zdawało mi się, równie jak tobie. Musimy mieć gorączkę oboje, Robercie!



Lecz w tej chwili doszło ich nowe wołanie, a złudzenie było tak silne, że naraz z obu piersi wyrwał się okrzyk:
- Ojciec! Ojciec!

Zanadto było już tego dla Marii. Złamana wzruszeniem, upadła zemdlona na ręce Roberta.
- Ratunku! - krzyknął Robert. - Moja siostra! Mój ojciec! Ratunku!

Sternik przybiegł podnieść młodą dziewczynę, przybiegli także majtkowie z przodu okrętu i wyrwani ze snu: John Mangles, lady Helena i Glenarvan.
- Siostra umiera, a nasz ojciec tam! - zawołał Robert, wskazując na fale.

Nikt nie rozumiał, co to znaczy.
- Tak, mój ojciec jest tam! Słyszałem głos jego. Mary też słyszała!
- Ojciec! tam jest mój ojciec!

Biedna dziewczyna podniosła się i, przechylając się przez poręcz, chciała rzucić się w morze.
- Milordzie, lady Heleno - powtarzała, składając ręce - mój ojciec jest tam niezawodnie! Przysięgłabym, żem słyszała jego głos, wychodzący z pośród fali niby narzekanie lub pożegnanie ostatnie.

Spazmy i konwulsje wstrząsały biedną dziewczyną. Musiano przenieść ją do kajuty, dokąd udała się też lady Helena. Robert powtarzał bezustannie:
- Ojciec mój jest tam! Jest tam niezawodnie, milordzie!

Obecni tej bolesnej scenie zrozumieli nareszcie, że dzieci kapitana Granta stały się igraszką przywidzenia. Ale jakżeż wyprowadzić z błędu ich zmysły, wstrząśnięte tak gwałtownie? Glenarvan chciał próbować. Wziął za rękę Roberta.
- Słyszałeś więc, drogi chłopcze, głos ojca?
- Niezawodnie - milordzie! Wołał z pośród fali: - Do mnie, do mnie!
- I tyś głos poznał?
- Jak to, czym poznał, milordzie! Przysięgam na to. I siostra słyszała i poznała, tak jak ja! Czy możesz przypuszczać, abyśmy się omylili oboje? Milordzie, śpieszmy na pomoc memu ojcu! Szalupy! Szalupy!

Glenarvan widząc, że nie potrafi wyperswadować złudzenia biednemu dziecku, spróbował jeszcze ostatniego środka i przywołał sternika.
- Hawkins, wszak byłeś przy rudlu w chwili, gdy upadła panna Marja?
- Byłem, milordzie - odpowiedział Hawkins.
- I nic nie widziałeś, ani słyszałeś?
- Nic.
- Więc widzisz Robercie!
- Gdyby to był ojciec Hawkinsa - odpowiedział chłopiec z nieposkromioną energią.
- Hawkins nie powiedziałby, że nic nie słyszał. To był mój ojciec, milordzie, mój ojciec!

Głos Roberta zamienił się w łkanie. Nagle chłopak pobladł, zamilkł i także stracił przytomność. Glenarvan kazał przenieść go na swoje łóżko; chłopczyna, zwalczony wzruszeniem, zasnął głęboko.
- Biedne sieroty! - rzekł John Mangles - strasznie Pan Bóg je doświadcza.
- To prawda - odpowiedział Glenarvan - nadmiar boleści wywołał u obojga w jednej i tejże samej chwili to samo przywidzenie.
- U obojga! - powtórzył Paganel. - To rzecz dziwna! Nauka nie umiałaby tego objaśnić.

Więc i Paganel przechylił się nad morze i nadstawił ucha, dawszy poprzednio znak, aby milczano. Zapanowała cisza zupełna; Paganel huknął silnym głosem - żadnej odpowiedzi.
- Dziwna rzecz! - powtarzał geograf, wracając do kajuty - łączność sympatyczna myśli i cierpienia nie może jeszcze dostatecznie wytłumaczyć tego fenomenu.

Nazajutrz, 8- go marca, o piątej z rana, gdy dopiero świtało wszyscy podróżni, nie wyłączając Marji i Roberta, gdyż nie było środka na zatrzymanie ich w łóżkach, zgromadzili się na pokładzie Duncana, wszyscy bowiem chcieli przyjrzeć się ziemi, zaledwie dostrzeganej wczoraj. Zbadano bacznie przez lunety wydatniejsze punkty wyspy. Jacht znajdował się w odległości mili angielskiej od brzegu i łatwo można było widzieć z niego, co się dzieje na wyspie.

Nagle rozległ się krzyk Roberta. Zaręczał, że widzi dwu ludzi biegających i dających znaki, gdy trzeci poruszał flagą.
- To flaga angielska! - krzyknął John, spojrzawszy przez lunetę.
- Prawda! - potwierdził Paganel, obracając się żywo w stronę Roberta.
- Milordzie - prosił Robert, drżąc ze wzruszenia - milordzie! Jeżeli nie chcesz, bym się rzucił wpław do wyspy, to każ spuścić łódź na morze. Milordzie, błagam cię, niech pierwszy stanę na ziemi.

Nikt nie śmiał się odezwać. Jak to! Więc na tej wyspie, przez którą przechodzi trzydziesty siódmy równoleżnik, znajdują się istotnie trzej rozbitkowie, Anglicy! I każdy na pokładzie przypomniał sobie wczorajsze zdarzenie; ów głos, słyszany przez Marję i Roberta! Może zatem rzeczywiście dzieci głos słyszały, a myliły się tylko pod tym względem, że to głos ich ojca. To też wszyscy obawiali się, aby straszny zawód, który spotkać je może, nie był nad ich siły. Ale jakże je powstrzymać? Glenarvan nie miał na to odwagi.
- Szalupa - krzyknął na majtków.

W ciągu minuty łódź była na morzu. Dzieci kapitana, Glenarvan, John Mangles i Paganel wskoczyli szybko do niej i szalupa, pchana siłą sześciu majtków, wiosłujących gorączkowo, sunęła całym pędem.

O dziesięć sążni od brzegu z piersi Marji wydarł się krzyk rozdzierający:
- Ojciec!

Nad brzegiem, pomiędzy dwoma innymi ludźmi, stał mężczyzna wysokiego wzrostu, silnej budowy, o wyrazie twarzy śmiałym i łagodnym zarazem i o rysach tak Marji, jak i Roberta; taki właśnie, jakiego nieraz opisywały dzieci. Nie omyliły ich serca! Był to ich ojciec, kapitan Grant! Kapitan, usłyszawszy krzyk Marji, wyciągnął ręce i upadł na ziemię, jak piorunem rażony.

Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

<< wstecz 1 2


w Foto
Dzieci kapitana Granta
WARTO ZOBACZYĆ

Australia: Flora najmniejszego kontynentu
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

WIK 2: Gdańsk - Bydgoszcz
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl