HAWAJE
09:52
CHICAGO
13:52
SANTIAGO
16:52
DUBLIN
19:52
KRAKÓW
20:52
BANGKOK
02:52
MELBOURNE
06:52
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Dzieci kapitana Granta » DkG 37; Burke i Stuart
DkG 37; Burke i Stuart

Juliusz Verne


Opowiadanie Paganela sprawiło bolesne wrażenie na umysłach słuchaczy. Każdy z nich myślał o kapitanie Grancie, który być może, jak Burke i jego towarzysze, błąkał się w głębi tego nieszczęsnego kraju. Czy rozbitkowie uniknęli tych okropnych cierpień, które pozabijały odważnych podróżnych? To porównanie było tak naturalne, że oczy Marji Grant zaszły łzami.
- Mój ojcze, mój biedny ojcze! - szepnęła.
- Miss Marjo, Miss Marjo! - zawołał John Mangles. - Aby być narażonym na tyle cierpień, trzeba zapuścić się w głąb kraju. Zaś kapitan Grant równie, jak King, jest w ręku krajowców i jak King będzie ocalony. Ojciec pani nigdy nie był w tak przykrych okolicznościach.
- Nigdy - dodał Paganel - i powtarzam ci, droga miss, że Australijczycy są gościnni.
- Niech Bóg pana wysłucha - odpowiedziała młoda dziewczyna.
- A Stuart? - zapytał Glenarvan, chcąc przerwać myśli smutne.
- Stuart - odpowiedział Paganel - och, Stuart był szczęśliwy i imię jego sławne jest w kronikach australijskich. Od roku 1848 John Mac Donald Stuart, wasz współrodak, moi przyjaciele, sposobił się do owych podróży, towarzysząc Stuartowi w pustyniach Adelajdy północnej. W 1860 roku z dwoma tylko ludźmi próbował, lecz bez skutku, przeniknąć w głąb Australji. Ale był to człowiek, który się byle czem nie zrażał. Dnia l- go stycznia 1861 roku, na czele jedenastu odważnych towarzyszów wyjechał z nad rzeczki Chambers i zatrzymał się o sześćdziesiąt mil od zatoki Carpentarie, lecz musiał wrócić dla braku żywności - wrócić, nie przejechawszy tego okropnego kraju. Nie zważając na to, odważył się jeszcze raz próbować szczęścia i urządzić trzecią wyprawę, która na ten raz miała osiągnąć tak gorąco pożądany cel. Parlament Południowej Australji gorliwie opiekował się tą nową wyprawą. Uchwalił dla niej zapomogę; dwa tysiące funtów szterlingów. Stuart przedsięwziął wszelkie ostrożności, jakie mu doświadczenie doradzało. Przyjaciele jego: przyrodnik Waterhouse, dawni towarzysze, Thring, Kekwick, Woodforde, Auld, razem dziesięciu, przyłączyli się do niego. Zabrał z sobą dwadzieścia naczyń ze skóry amerykańskiej, z których każde mogło pomieścić do siedmiu galonów wody i 5- go kwietnia 1862 roku cała wyprawa zebrała się w kotlinie Newcastle- Water poza osiemnastym stopniem szerokości, w tem samem miejscu, z którego Stuart nie mógł był poprzednio ruszyć dalej. Droga jego ciągnęła się blisko setnego trzydziestego pierwszego południka, zatem zbaczała o siedem stopni na zachód od drogi Burkego. Kotlina Newcastle- Water miała być podstawą nowych badań. Stuart na próżno usiłował przedrzeć się na północ lub na północno- wschód, przez gęsty las, który go otaczał; równegoż niepowodzenia doznał, chcąc podążyć na zachód, do rzeki Wiktorji. Niepodobne do przebycia zarośla ze wszystkich stron zamykały mu wyjście. Wówczas przeniósł obóz swój dalej nieco, do błot Hower. Stąd udał się na wschód i na pokrytych piękną trawą równinach natrafił na potok Daily, a kierując się ku jego źródłom, przebył mil ze trzydzieści. Krajobraz coraz stawał się wspanialszy. Pastwiska ucieszyłyby i zbogaciły niejednego hodowcę; eukaliptusy dochodziły niezmiernej wysokości. Zachwycony, Stuart jechał dalej. Dostał się nad brzegi rzeki Strangway i rzeczki Roper, odkrytej przez Leihardta. Wody ich płynęły wśród drzew palmowych, godnych tych stref zwrotnikowych. Tu podróżni znaleźli kilka pokoleń krajowców, które ich dobrze przyjęły. Wyprawa skierowała się na północno- zachód, odszukując, wśród kraju pokrytego żwirem i skałami, zawierającemi żelazo, źródła Adelajdy, wpadającej do zatoki Van- Diemen. Wjechali potem do ziemi Arnhem, którą przebyli wśród palm, bambusów, sosen i pendanów. Adelajda coraz stawała się szersza, a brzegi jej coraz błotnistsze; morze było blisko. We wtorek 22- go lipca Stuart stanął obozem w błotach Fresh- Water. Niezmierna ilość strumieni, przerzynających drogę, stawała mu na przeszkodzie. Wysłał trzech swoich towarzyszów dla odszukania dróg możliwych do przebycia. Nazajutrz, to okalając niepodobne do przebycia potoki, to brnąc po bagniskach, dostał się na wzniesioną płaszczyznę, pokrytą kępami drzew gumowych i drzewami o korze włóknistej. Tam stadami latały gęsi, ibisy i inne ptactwo wodne nadzwyczaj dzikie. Krajowców prawie zupełnie nie było. Tylko wdali dawał się widzieć dym kilku obozowisk. Dnia 24- go lipca, w dziewięć miesięcy po wyjeździe z Adelajdy, o godzinie ósmej minucie dwudziestej z rana Stuart skierował się na północ. Chciał tego samego dnia dostać się do morza. Grunt był wzgórzysty, pokryty gdzie niegdzie kawałkami rudy żelaznej i skałami wulkanicznemi; drzewa stawały się coraz mniejsze, jak to się zdarza w okolicach nadmorskich. Wjechali na szeroką dolinę, powstałą z ustąpienia wód, otoczoną wieńcem krzaków. Stuart słyszy wyraźnie szmer fali, lecz nic nie mówi swoim towarzyszom. Wjeżdżają w lasek, gdzie wicie dzikiej winnej latorośli zagradzają im drogę. Stuart posuwa się o kilka kroków naprzód i jest nad brzegiem oceanu Indyjskiego. „Morze, morze!” - woła zdumiony Thring. Inni nadbiegają i trzykrotnem „hurra” witają ocean Indyjski. Ląd stały przebyto po raz czwarty. Stuart, stosownie do przyrzeczenia, danego gubernatorowi sir Ryszardowi Macdonnellowi, obmył twarz, nogi i ręce w falach morskich, potem wrócił na dolinę i wyrył na drzewie początkowe litery swego nazwiska J. M. D. S. Następnie podróżnicy rozłożyli się obozem nad niewielkim, lecz bystrym strumieniem. Nazajutrz Thring poszedł zbadać, czy nie można by było dostać się do ujścia Adelajdy od strony południowo- zachodniej. Ponieważ grunt był zbyt błotnisty dla koni, musiano zaniechać tego zamiaru. Wtedy Stuart wybrał na łączce wśród lasu wyniosłe drzewo, kazał poucinać niższe gałęzie, a na wierzchołku zatknąć sztandar Australji. Na korze tego drzewa wycięto te słowa: „Rozkop ziemię o stopę na południe”. Jeśli kiedykolwiek podróżny rozkopie ziemię w miejscu wskazanem, znajdzie skrzynkę blaszaną, a w tej skrzynce dokument, którego treść pozostała jakby wyryta w mojej pamięci.
Wielka wyprawa w celu zwiedzenia Australji od południa ku północy.
„Wyprawa pod dowództwem Johna Mac Donalda Stuarta, przejechawszy w poprzek całą Australję, od morza Południowego do brzegów oceanu Indyjskiego, przybyła tu dnia 25- go lipca 1862 r. Opuściła Adelajdę 26- go października 1861 roku, a 21- go stycznia 1862 r. ostatnią stację osad w kierunku północnym. Na pamiątkę tego szczęśliwego zdarzenia rozwinęła tu sztandar australijski z nazwiskiem dowódcy wyprawy. Wszystko idzie dobrze. Boże zachowaj królowę”.
Następują podpisy Stuarta i jego towarzyszów.
W ten sposób spisano akt o tym wielkim wypadku, głośnym w całym świecie.



- A czy wrócili ci dzielni ludzie do swoich przyjaciół na południe? - spytała lady Helena.
- Tak, pani - odpowiedział Paganel - wszyscy - lecz i to nie obeszło się bez wielkich trudów. Podziałały one najbardziej na Stuarta. Gdy puścił się na powrót do Adelajdy, zdrowie jego było już mocno nadwyrężone przez szkorbut. W początkach września choroba zrobiła tak straszne postępy, że już nie spodziewał się zobaczyć krajów zaludnionych. Nie mógł już jechać konno. Podróżował, leżąc w palankinie, zawieszonym między dwoma końmi. W końcu października plucie krwią osłabiło go ostatecznie. Zabito konia, żeby mu zrobić buljonu; 28- go października był już bliskim śmierci, gdy pomyślne przesilenie uratowało go, a 10- go grudnia mały oddział w całości dostał się do pierwszych osad. Dnia 17- go grudnia Stuart wjechał do Adelajdy wśród zachwyconej ludności, lecz zdrowie jego ciągle już było wątłe - i wkrótce, otrzymawszy wielki medal złoty Towarzystwa Geograficznego, wsiadł na statek „Indus” i odjechał do swojej drogiej Szkocji, do ojczyzny, gdzie zobaczymy się z nim za powrotem.
- Człowiek ten posiadał w najwyższym stopniu moc ducha - rzekł Glenarvan - a ta pewniej niż siła fizyczna prowadzi do dokonania wielkich rzeczy; Szkocja słusznie jest dumna z tego, że mieści go w liczbie swoich dzieci.
- A czy po Stuarcie - spytała się lady Helena - żaden podróżny nie próbował nowych odkryć?
- I owszem, pani - odpowiedział Paganel. - Mówiłem wam często o Leichardzie; odbył on w 1844 roku znakomitą podróż po Australji Północnej. W 1848 przedsięwziął nową wyprawę na północno- wschód. Od siedemnastu lat jeszcze nie wrócił. W roku przeszłym sławny botanik, doktór Muller z Melbourne, zaproponował publiczną składkę na pokrycie kosztów wyprawy. Wyprawę tę prędko urządzono i oddział odważnych „squattersów”, pod dowództwem śmiałego i roztropnego Mac Intyre, 24- go czerwca 1864 roku opuścił pastwiska rzeki Paroo. W tej chwili, gdy do was mówię, musiał już zapuścić się daleko w głąb kraju, odszukując Leichardta. Oby mu się szczęściło, i obyśmy sami wynaleźli drogich nam przyjaciół.

Tak zakończył geograf swoje opowiadanie. Było już późno. Podziękowano Paganelowi i w kilka chwil później wszyscy spali snem spokojnym. Tylko ptak- zegar, ukryty między liśćmi gumowego drzewa, wyśpiewywał regularnie sekundy tej nocy spokojnej.

Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

<< wstecz 1 2


w Foto
Dzieci kapitana Granta
WARTO ZOBACZYĆ

Tahiti: Żeglowanie po wyspach Mórz Południowych
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Krakowski rejs dookoła Europy Zachodniaj
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl