HAWAJE
23:21
CHICAGO
03:21
SANTIAGO
06:21
DUBLIN
09:21
KRAKÓW
10:21
BANGKOK
16:21
MELBOURNE
20:21
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Dzieci kapitana Granta » DkG 15; Hiszpańszczyzna Jakóba Paganela
DkG 15; Hiszpańszczyzna Jakóba Paganela

Juliusz Verne


Zaledwie jedno niezmierne niebezpieczeństwo minęło Roberta, a już groziło mu drugie, mianowicie śmierci od uścisków, każdy bowiem z tych dzielnych ludzi uważał sobie za obowiązek uścisnąć chłopca, nie zważając, że jest mocno jeszcze osłabiony. Widocznie jednak takie uściski nie są szkodliwe, skoro Robert od nich nie umarł.

Przeciwnie. Teraz dopiero pomyślano o tym, który ocalił chłopca - i, oczywiście, nie kto inny, tylko major pierwszy jął się oglądać dokoła. W odległości pięćdziesięciu kroków od rzeki, człowiek bardzo wyniosłej postawy, jak posąg nieruchomy, stał u wejścia na górę. U nóg jego leżała długa strzelba. Człowiek ten, który się tak nagle ukazał, miał szerokie barki i długie włosy, związane sznurkiem skórzanym. Mierzył przeszło sześć stóp wysokości; twarz jego bronzowa czerwoną była pomiędzy oczami i ustami, czarną przy spodniej powiece, a białą na czole. Ubrany w strój, jaki noszą Patagończycy pograniczni, krajowiec ten miał prócz tego pyszny płaszcz, ozdobiony różowemi arabeskami, wyrobiony ze spodów, szyjek i nóg guanaki, zeszytych ścięgnami. Pod tym płaszczem, wełną na zewnątrz obróconym, widniała bluza ze skóry lisiej, ściągnięta w pasie. U pasa wisiał woreczek z farbami, służącemi do malowania twarzy; trzewiki, zrobione ze skóry wołowej, przywiązane były do nóg regularnie krzyżującemi się rzemykami. Na poważnej i pięknej twarzy tego Patagończyka malowała się inteligencja, pomimo szpecącego ją malowidła. Widząc go tak stojącego w postawie nieruchomej, można go było wziąć za posąg, uosabiający zimną krew.

Spostrzegłszy go, major wskazał Glenavarnowi, który zaraz pobiegł ku niemu. Patagończyk zrobił dwa kroki naprzód. Lord Edward pochwycił jego dłoń i szczerze uścisnął w swojej. W spojrzeniu lorda, w ożywionej twarzy, w całej jego postaci taki się malował wyraz wdzięczności, że krajowiec nie mógł się mylić pod tym względem. Skłonił on lekko głowę i wyrzekł kilka wyrazów, których ani major, ani jego przyjaciel zrozumieć nie mogli.

Wtedy Patagończyk, popatrzywszy z uwagą na cudzoziemców, inną odezwał się mową - lecz i tej podróżni nie rozumieli. Jednakże Glenarvana uderzyły niektóre wyrażenia, jakich używał nieznajomy. Wyrazy te zdawały się hiszpańskiemi, o ile lord znał kilka bardziej używanych słów tego języka.
- Espanol? - zapytał.

Patagończyk dał głową znak potwierdzający.
- Brawo! - zawołał major. - Nasz przyjaciel Paganel rozmówić się z nim potrafi - jak to dobrze się stało, że mu przyszła ochota uczyć się po hiszpańsku!

Wezwano Paganela. Przybiegł natychmiast i z francuską prawdziwie uprzejmością powitał Patagończyka, jakkolwiek ten nie zdawał się bynajmniej poznawać na tej grzeczności. W kilku wyrazach objaśniono uczonego geografa, o co rzecz idzie.
- Wybornie! - odpowiedział - i dla wyraźniejszego wymawiania otwierając szeroko usta, rzekł:
- Vos sois um homem de bem. (Jesteś dzielnym człowiekiem). - Krajowiec wytężył słuch i uwagę, lecz nic nie odpowiedział.
- Nie rozumie widać - rzekł geograf.
- Może nie dobrze wymawiasz? - powiedział major.
- Być może! Do licha z tym przeklętym akcentem!

I na nowo Paganel powtórzył swój komplement, z tym samym znów skutkiem.
- Spróbuję powiedzieć co innego - rzekł i zaczął wolno, poważnie następujące wymawiać wyrazy:
- Sem duvida, um Patagdo? (Zapewne jesteś Patagończykiem?)

Krajowiec milczał jak przedtem.
- Dizeime! (odpowiedz!) - odezwał się znowu Paganel.

Patagończyk milczał, jak skała.
- Vos compriendeis? - (Czy rozumiesz) - wrzeszczał Paganel, co mu sił starczyło.

Widocznie Indjanin nie rozumiał, bo odpowiedział, ale po hiszpańsku:
- No comprendo. ( Nie rozumiem).

Teraz znowu Paganel był zaskoczony; szybkim ruchem zsunął okulary z czoła na oczy i, kręcąc się z niepokojem, powtarzał:
- Niech mnie licho porwie, jeśli rozumiem ten bełkot piekielny; to zapewne - po araukańsku.
- Mylisz się - rzekł lord Glenarvan - ten człowiek z pewnością odpowiadał ci po hiszpańsku. - I zwracając się do Patagończyka, powtórzył raz jeszcze pytanie:
- Espanol?
- Si, si! (Tak, tak!) - odpowiedział krajowiec.

Paganel osłupiał, a major i Glenarvan spojrzeli na siebie znacząco.
- Wiesz co, mój uczony przyjacielu - rzekł major z żartobliwym na ustach uśmiechem - zdaje mi się, że przez właściwe sobie roztargnienie popełniłeś w tym razie grubą pomyłkę.
- Jakto? - pytał geograf, baczniej się przysłuchując.
- No tak, widocznie ten Patagończyk mówi po hiszpańsku.
- On!
- Tak, tak, on! Czy czasem nie wyuczyłeś się innego języka, sądząc, że pracujesz nad...

Paganel nie pozwolił dokończyć majorowi; wzruszył ramionami i krótko, tonem suchym rzekł: - Och! majorze, posuwasz się trochę za daleko!
- Ależ - gdy nie rozumiesz, co ten mówi...
- Nie rozumiem, bo ten dziki człowiek mówi źle! - odparł żywo geograf, poczynając się już niecierpliwić.
- To jest mówi źle dlatego, że ty go nie rozumiesz - z najzimniejszą krwią rzekł znowu Mac- Nabbs.
- Majorze - wtrącił lord Glenarvan - ależ to przypuszczenie trudne do wiary.

Jakkolwiek roztargniony jest nasz przyjaciel Paganel, to jednak trudno mniemać, aby się uczył jednego języka zamiast drugiego.
- A więc kochany Edwardzie, albo ty raczej, zacny Paganelu, wytłumacz mi, co to wszystko znaczy?
- Ja nic nie tłumaczę - odrzekł PaganeI - aIe twierdzę na pewnej zasadzie. Oto jest książka, na której co dzień męczę się, pokonywując trudności języka hiszpańskiego: zobacz sam, majorze, a przekonasz się, kto ma słuszność...


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1 2 dalej >>


w Foto
Dzieci kapitana Granta
WARTO ZOBACZYĆ

Brazylia: Rio Samba
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

SLM 1: Przez horror do Świnoujścia
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl