HAWAJE
04:05
CHICAGO
08:05
SANTIAGO
11:05
DUBLIN
14:05
KRAKÓW
15:05
BANGKOK
21:05
MELBOURNE
01:05
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K I-6; Ukazanie się wieloryba
15K I-6; Ukazanie się wieloryba

Juliusz Verne


Dnia 19 lutego, po uporczywej ciszy, wiać zaczął lekki wiatr północno- zachodni, który pozwalał "Pilgrimowi" na szybkość sześciu węzłów na godzinę w niezupełnie dobrym kierunku, na nieszczęście. Statek już trzy tygodnie prawie znajdował się w drodze, lecz mimo to zbliżył się niewiele do celu swej podróży.

Dnia tego pani Weldon, jak zazwyczaj, przechadzała się rankiem po pokładzie, gdy wtem jej uwagę zwrócił dziwny odblask wód oceanu, które były tak jasne, że aż wzrok raziły; zabarwienie wody było przy tym najwyraźniej czerwone.
- Dlaczego morze ma dziś kolor czerwony? - zapytała przechodzącego Dicka młoda kobieta.
- Powodem tego - odpowiedział zapytany - są miliardy maleńkich skorupiaków w rodzaju drobnych krewetek, którymi zazwyczaj karmią się wielkie, morskie ssaki.
- O mamo, mamo! - zawołał wtedy Janek. - Więc to są raki? W takim razie proszę cię bardzo, byś kazała Negorowi nałowić ich trochę, bo ja tak bardzo lubię zupę rakową! Dick roześmiał się głośno.
- Podzielasz gust wielorybów, Janku kochany - odpowiedział chłopcu - na nieszczęście raczki, które widzimy, są tak drobne, że ich łowić nie sposób. Zaś widzimy je, bo są w dużej ilości; są ich miliardy miliardów.
Ławica, na którą myśmy się dostali, ciągnie się na parę mil dookoła. Jest to prawdziwe "pastwisko wielorybów", według wyrażenia rybaków.
- Ach! gdybyśmy spotkali takie pastwisko przed miesiącem, gdyśmy na wieloryby polowali - odezwał się Howick - zaraz byśmy się wzięli do porządkowania harpunów. Bo poszedłbym o zakład, że niedługo natkniemy się na wieloryba.

Jakby na rozkaz, w tej samej chwili rozległ się głos majtka, stojącego na pokładzie okrętu:
- Wieloryb z prawej burty, pod wiatr!
Kapitan, prawdziwy zapalony myśliwy, aż podskoczył z radości.
- Co, wieloryb? - cóż to za miła niespodzianka, co za traf szczęśliwy!
Istotnie, niespokojne ruchy fal wskazywały, iż o cztery mile od statku, musi się znajdować jakieś wielkie zwierzę.
Kapitan Hull i cała załoga z zajęciem przyglądali się olbrzymiemu ssakowi, który mieć musiał, sądząc na oko, około 70 stóp długości; należał więc do bardzo wielkich.
- Pół tuzina takich okazów, a zapełniłoby się wszystkie nasze próżne beczki - odezwał się Howick.
- Z pewnością tak by było - odpowiedział kapitan.
- Jeżeli byśmy zdecydowali się na złowienie go, choć w części powetowalibyśmy sobie nasze poprzednie niepowodzenia - raz jeszcze odezwał się Howick, zwracając się do kapitana, przyczym w jego głosie wyczuć było można wyraźną prośbę.
- To prawda - rzekł Dick - połów jednak nie zawsze się udaje, niesie on zawsze pewne niebezpieczeństwo... A nas jest teraz tak niewielu na pokładzie!
- Rozsądek przemawia przez usta twoje, Dicku - wmieszał się do rozmowy kapitan. - Wieloryby mają do tego stopnia silne ogony, że najmocniej zbudowana łódź nie wytrzymuje ich uderzenia.
- Z drugiej jednak strony złowienie takiego kolosa dałoby nam ogromne korzyści - dokończył kapitan, a cała załoga te jego ostatnie słowa przyjęła z wyrazami głośnego uznania.
- Można by wytopić ze sto beczek tranu! - wołano. Kapitan milczał, lecz widać było, iż ma ogromną ochotę ulec prośbom marynarzy.
Wtem odezwał się cieniutki głosik:
- Mamo, poproś kapitana, ażeby mi złowił tego wieloryba, bo mam wielką ochotę przypatrzeć mu się z bliska. To mały Janek rzucał na szalę wagę swego głosu.
- Tak, maleńki? - wesoło zawołał Hull - A więc dobrze, postaram się spełnić to twoje życzenie.
- Prawda, zuchy? - mówił dalej, zwracając się do majtków - Niewielu jest nas wprawdzie, lecz może by się dało temu jakoś zaradzić?
- Ależ, kapitanie - chórem zawołali majtkowie - nas sześciu w łodzi wystarczy, zaś statkiem zaopiekuje się przecież pan Dick!
- Widzę, że będę musiał ulec waszym prośbom... - powiedział po chwili zmagania się ze sobą kapitan.
- Tak, tak! - odpowiedzieli majtkowie. - Wyruszamy na łowy!
- Kapitanie, będzie was zbyt mało, a to wieloryb wyjątkowo potężny - odważył się wystąpić z protestem Dick.
Ale podniecony i ogarnięty namiętnością łowów kapitan nie zwrócił większej uwagi na słowa chłopca.
- Toż to drobnostka, Dicku - odpowiedział - czyż to dla mnie pierwszyzna? Sam rzucać będę harpunem i zobaczysz, jak szybko załatwię się z tym olbrzymem.
- Hurra! ... niech żyje nasz kapitan - wołała cała załoga ogarnięta już szałem mordowania i nadzieją pokaźnych zysków.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

Syria: Klasztor Deir Mar Musa
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Swedseayak 2: Początek podróży
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl