HAWAJE
12:03
CHICAGO
16:03
SANTIAGO
19:03
DUBLIN
22:03
KRAKÓW
23:03
BANGKOK
05:03
MELBOURNE
09:03
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką » 5TPBnA; Rozdział XXXVI
5TPBnA; Rozdział XXXVI

Juliusz Verne


W nocy wiatr się uspokoił i "Victoria" zarzuciła kotwicę na wielkim sykomorze. Doktór i Kennedy naprzemian czuwali, Joe zaś przespał 24 godzin z rzędu.
- Najlepsze to dla niego lekarstwo - rzekł Fergusson, natura sama przywróci mu siły.


Nazajutrz znów dął silny wiatr, zmieniał często kierunek, gnał "Victorię" na południe, później unosił na północ, wreszcie pognał w kierunku zachodnim. Doktór stwierdził królestwo Damerghu. Wkrótce ujrzano miasto Zinder, słynne swym placem kaźni; w środku tego placu wystawione jest "drzewo śmierci", kat znajduje się pod nim i wiesza każdego, kto się w cieniu usadowi.
Kennedy spojrzał na kompas i zauważył, że znów kierują się na północ.
- Nic nie szkodzi, gdybyśmy tak do Timbuktu zajechali.
- Ale w lepszem zdrowiu - dodał Joe, ukazując swą dobroduszną twarz z poza zasłony namiotu.
- Otóż jest i nasz przyjaciel Joe, nasz zbawca! - zawołał Kennedy - jakże się czujesz?
- Zupełnie dobrze. Nic tak nie oczyszcza człowieka jak kąpiel w jeziorze Tschad, a później mała podróż dla przyjemności. Czy pan nie jesteś tego samego zdania? - Dobry z ciebie chłopak - odparł Fergusson, ściskając dłoń jego - jakeśmy się obawiali i niepokoili o ciebie!
- A ja o panów, ale czy mi panowie uwierzycie, że o losy wasze byłem zupełnie spokojny.
- Nigdy się nie porozumiemy, jeżeli będziesz patrzał z tego punktu widzenia na rzeczy.
Twoje szlachetne poświęcenie ocaliło nas, mój chłopcze, gdyż inaczej "Victoria" wpadłaby do jeziora, z którego nikt nie zdołałby jej wyciągnąć.
- Jeśli pan czyn mój nazywasz poświęceniem, panie doktorze, to on mnie także ocalił, ponieważ jesteśmy teraz wszyscy trzej znowu razem. Nie mamy więc sobie wzajemnie nic do zawdzięczenia.
- Nie można dojść do ładu z tym chłopcem - rzekł strzelec.
- Najlepszym środkiem porozumienia będzie, gdy więcej o tej sprawie nie będziemy wspominali.
- Uparciuch z ciebie - rzekł wesoło doktór. Mógłbyś przynajmniej opowiedzieć nam swoje przygody.
- Jeżeli to pana zaciekawia, to i owszem, ale przedtem zjadłbym coś, gdyż jestem bardzo głodny i widzę, że pan Dick o zapasach nie zapomniał.
Po spożyciu wędzonej gęsi i wypiciu herbaty, oraz grogu, Joe zaczął opowiadać znane już czytelnikom przygody, którym doktór i Kennedy przysłuchiwali się z wielkiem zajęciem.

Podczas tego opowiadania przebył balon znaczną przestrzeń, Kennedy wskazywał na grupę domów, które robiły wrażenie miasta. Doktór, zajrzawszy do karty, oznajmił, że to targowisko Tagelel w Damerghu.
- Posuwamy się więc teraz prosto na północ? - pytał strzelec, śledząc na karcie kierunek "Victoryi".
- Tak.
- Czy cię to niepokoi?
- Dlaczego tak przypuszczasz?
- Ponieważ droga ta prowadzi przez Tripolis i przez wielką pustynię.
- Tak daleko nie zajedziemy, kochany Dicku.
- Gdzie zamierzasz się zatrzymać?
- Może w Timbuktu.
- W istocie - wmieszał się do rozmowy Joe - kto był w Afryce, powinien także widzieć Timbuktu.
- Będziesz piątym lub szóstym Europejczykiem, który zobaczy to tajemnicze miasto. Gdy przybędziemy do miejscowości, położonej między 17° i 18° szerokości, poszukamy korzystnego prądu, który nas zagna na zachód.
- Czy długo jeszcze będziemy podróżowali w kierunku północnym?
- Przynajmniej 150 mil.
- W takim razie położę się spać.
- Przyjemnych marzeń, panie Kennedy, odpocznij pan również, panie doktorze, na mnie teraz kolej czuwania.

Strzelec ułożył się w namiocie, a doktór pozostał na straży, twierdząc, że nie jest znużony.

Po upływie 3-ech godzin "Victoria" z nadzwyczajną szybkością przekroczyła kamienisty teren; wznosiły się tu góry, parę tysięcy stóp wysokie. Żyrafy, antylopy i strusie przelatywały w przepysznych lasach akacyi, mimozy i palm; po nieznośnej pustyni, następowała w całej pełni prześliczna roślinność kraju Kailuasów.

O godzinie 10-tej wieczorem "Victoria" po przebyciu 250 mil, zatrzymała się ponad znacznem miastem. Było to Aghades, niegdyś wielkie centrum handlowe.
"Victoria" nie została zauważoną, zarzuciła kotwicę w polu o 2 mile od miasta.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką
WARTO ZOBACZYĆ

Egipt: rafa koralowa II
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@dC 14: Niespokojne Ułan Bator
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl